Dwa lata temu głośno komentowana była „Czwarta Małpa". Książka, która otwierała trylogię, mroziła krew w żyłach i nie pozwalała łatwo o sobie zapomnieć. Mniej więcej rok później emocje podgrzała „Piąta ofiara", nie pozwalając zapomnieć o #4MK. Teraz nadszedł czas na wielki finał trylogii – „Szóste dziecko".
W książce ponownie spotykamy się z Samem Porterem. Ponownie zaglądamy do wpisów z pamiętników (które moim zdaniem są najmocniejszym elementem i już chyba niemal wizytówką tej serii). Ponownie nie zabraknie ofiar tajemniczych morderstw. Brzmi jak banał i przewidywalny schemat? To tylko pozory. „Szóste dziecko" nie obniża poprzeczki całej serii, wplątujac nas w gęstą sieć niedomwień i rozpaczliwego poszukiwania prawdy.
I tym razem J.D. Barker nie zawodzi! "Szoste dziecko" ponownie wbija w fotel, porywa w niebezpieczną podróż do najmroczniejszych zakątków umysłu, atakuje zastawionymi pułapkami i zwrotami akcji. Ciężko jest wytypować bohaterów wartych zaufania, każdy staje się podejrzany, czytelnicza intuicja prowadzi na manowce. Jednym słowem – dużo się w tej książce dzieje.
J.D. Barker potrafi stworzyć historię, która początkowo wygląda jak rozsypane puzzle. Osobiscie bardzo lubię ten zabieg, gdy z pozornie niepowiązanych ze sobą wątków stopniowo wyłania się całość. „Szóste dziecko" ma ponad 500 stron, a jednak czyta się ją tak szybko, płynnie, że odłożenie tej książki na bok graniczy niemal z cudem. J.D. Barker po raz trzeci udowodnił, że potrafi z łatwością utrzymać uwagę czytelnika (a tu, mimo, że jest to książka typowo rozrywkowa, trzeba pozostać skupionym, aby nie pogubić się w przeplatających się wątkach).
Gdy książki w ramach jednej serii, splecione bohaterami i fabułą, wydawane są w sporych odstępach czasu, zawsze pojawia się ta nuta niepewności – czy na pewno, sięgając po kolejną książkę z serii, będziemy pamiętali, o co w tej historii chodziło? Na szczęście J.D. Barker zadbał o nasz komfort czytelniczy, subtelnie przypominając o wątkach, który mogły ulecieć z naszej pamięci.
„Szóste dziecko" umiejętnie zamyka historię, którą rozpoczęła pamiętna „Czwarta Małpa". Dostajemy satysfakcjonujące rozwiązanie, wyjaśnienie tej historii (z drugiej jednak strony latwo jest zapętlić się we własnych interpretacjach – czy rzeczywiście było tak, jak się wydaje?). I tylko szkoda, że to już koniec.
Oczywiście trylogię J.D. Barkera należy przeczytać we właściwej kolejności. Zdecydowanie nie polecam siegania po „Szóste dziecko" bez znajomości poprzednich dwóch części. Cała trylogia warta jest jednak uwagi. Za sprawą spójnej grafiki okładek, świetnie prezentuje się także na półce. Może stanowić więc trafiony prezent dla mola książkowego o mocniejszych nerwach.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
J.D. Barker, „Szóste dziecko", Wydawnictwo Czarna Owca 2020
Komentarze