„Sztokholm delete” - recenzja

Recenzja książki „Sztokholm delete”.
Pelnokrwiste, dobrze skrojone postacie, mroczna i brutalna fabuła oraz wielowątkowa akcja – czyli kawał wciągającego, dobrze napisanego skandynawskiego kryminału. Jesteście zainteresowani?

„Sztokholm delete” to druga część cyklu powieściowego Jensa Lapidusa, w której głównymi bohaterami są młoda, początkująca prawniczka renomowanej kancelarii i były przestępca, Teddy, który właśnie wyszedł na wolność, po odsiedzeniu ośmioletniego wyroku. Tym razem oboje zostają wciągnięci w sprawę, która raz wymusi na nich podjęcie trudnych decyzji, drugi raz każe rozliczyć się z własną przeszłością.

W pewnym domu, znajdującym się na peryferiach miasta, włącza się alarm. Nie jest to jednak typowe włamanie, jakich wiele w tym otoczeniu, bowiem ochroniarz, który wezwany przyjeżdża na miejsce, znajduje zmasakrowane zwłoki. Niedaleko ciała leży młody mężczyzna, najprawdopodobniej sprawca zabójstwa, który dość szybko zostaje obciążony zarzutem morderstwa.

Jakby tego było mało, na widoczne życzenie mężczyzny, jego adwokatem zostaje Emily, która na co dzień w swojej pracy zawodowej, zajmuje się prawem gospodarczym. Kobieta, w tajemnicy, podejmuje się jednak obrony oskarżonego. Kim jest sprawca morderstwa i jaki ma związek z głównym bohaterem Teddym?

Sam Teddy zaś coraz częściej zmuszany jest do zmierzenia się z własną przeszłością. Okazuje się bowiem, że sprawa, za którą osiem lat temu trafił do więzienia, kryje o wiele więcej tajemnic, niż mężczyzna początkowo przypuszczał. W dodatku, skutki jego dawnego przestępstwa, zdają się coraz bardziej łączyć ze sprawą prowadzoną obecnie przez jego dawną wspólniczkę Emily…

W „Sztokholm delete” najbardziej rzuca się w oczy swoista staranność autora przy portretowaniu sylwetek charakterologicznych postaci. Każdy z bohaterów reprezentuje charakterystyczny wachlarz cech, uwarunkowany jego przeszłością i doświadczeniami. Każda postać, niejednoznaczna w swym zachowaniu, kryje własne mroki i tajemnice, które w wymagających punktach jego codzienności, w końcu bezwzględnie wychodzą na światło dzienne.

Jens Lapidus, prawnik z wykształcenia, sprawnie lawiruje pomiędzy fikcją literacką a rzeczywistością, tworząc bardzo wiarygodny portret prawniczego światka. Nie brak w tej historii prawniczych niuansów, regulowanych przez paragrafy i ustawy, które odbiją się czkawką sporej grupie osób.

Czytelnik po raz kolejny jest również świadkiem mafijnych porachunków, porwań czy krwawych napadów z bronią, w których rządzą wpływowi i bogaci, niebezpieczni ludzie. Odbiorca niejednokrotnie uświadczy także specyficznego dla danego środowiska języka. Języka pełnego wulgarności, wykrzyknień, emocji. Języka tak typowego dla ludzi ulicy.

Warto również podkreślić, iż choć mamy do czynienia z cyklem powieściowym, autor tak sprawnie operuje słowem, tłumacząc wszelkie wątki nawiązujące do poprzedniego tomu, iż nie sposób nie odnaleźć się w fabule książki. Chyba, że ktoś z miejsca nie polubi specyficznego stylu pisania autora, który bynajmniej nie ułatwia lektury książki. Jak już wspomniałam wyżej, autor lubi wszelkie powieściowe niuanse, wielokrotnie komentuje rzeczywistość, wprowadzając nowe wątki i ślady, mocno przy tym myląc czytelnika.

Bez wątpienia w „Sztokholm delete” dużo się dzieję i choć akcja nie biegnie na łeb na szyję, to wciąż trzyma w napięciu, osiągając apogeum tuż przed finałem całej historii. Zakończenie zresztą to zapowiedź kolejnego świetnego tomu cyklu, na który już teraz z niecierpliwością czekam!

Joanna Jagieła
(joanna.jagiela@dlalejdis.pl)

Jens Lapidus, Sztokholm delete, Warszawa, Marginesy, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat