„Sztylet rodowy” – recenzja

Recenzja książki „Sztylet rodowy”.
To pierwsza część trylogii o tym samym tytule. Fantastyka z dużą porcją humoru. Godna polecenia!

Główną bohaterką jest Mila, która swoją przyszłość zawodową widziała w wojaczce. Jak to jednak bywa, życie pisze nam inne scenariusze. Koniec okresu wojennego położył kres planom młodej kobiety. Zmuszona zaistniałą sytuacją do zmiany swojej profesji, dołącza do grupy posłańców królewskich i przemierza kraj, by weryfikować dokumenty podatkowe. Choć nowe zajęcie bohaterki może wydawać się Wam nudne, to tylko pozory. Nie raz, nie dwa liczy się, z kim wykonujesz daną rzecz. Kim więc jest nowa grupa współpracowników Mili?

Sięgając po „Sztylet rodowy” traficie do świata, w którym żyją krasnoludy, elfy czy magowie. Nie zabraknie również trolli i innych bohaterów „nie z tej ziemi”. Przekornie, postaci te są bardzo ludzkie. A wszystko to dzięki nadanym im przez autorkę charakterom i dialogom, pełnym zabawnych wymian zdań i dużej dozy uszczypliwości. Takie zachowania zbliżają nietuzinowych, a przecież fikcyjnych, bohaterów z czytelnikami. Po nawiązaniu takiej bliskości już nie jest tak łatwo ją zerwać. A w przypadku trylogii jest to szczególnie ważna sprawa – istnieje duże prawdopodobieństwo, że ten, kto przeczytał pierwszy tom, sięgnie po dwa kolejne. Zwłaszcza, że naprawdę warto.

Kilka słów należy się również autorce serii „Sztylet rodowy”. Aleksandra Ruda to Ukrainka, która obecnie studiuje w Lublinie, a działa na różnych polach. Jest dziennikarką, pisarką powieści z gatunku fantasy, ale również mamą. Interesuje się również religią. Te różne perspektywy, w których się specjalizuje, wydają się niezmiernie pomocne w stworzeniu fabuły, od której czytelnikom nie jest się łatwo oderwać. Niuanse, smaczne szczególiki czy cięte riposty świadczą o wysokiej inteligencji pisarki. A przedstawiony „fantastyczny” świat – o bogatej wyobraźni.

Aleksandra Ruda czaruje swoim żywym stylem pisarskim i rodzi w czytelnikach ogromną chęć dołączenia do wykreowanego przez nią świata. Gdyby tylko możliwe było wyruszenie w podróż razem ze złośliwym elfem Daezaelem czy bojaźliwym krasnoludem Percivalem, który kocha jeść... Przyznam, że z wielką chęcią dołączyłabym do chaotycznych przygód postaci „Sztyletu rodowego” i razem z nimi poznawała bliższe i dalsze rejony powieściowego uniwersum.

Dla kogo więc jest ta książka? Sądzę, że nie tylko dla fanów dobrej fantastyki, którym powieści tego gatunku zza wschodniej granicy są na pewno znane. Warto poświęcić wieczór, a może kilka, „Sztyletowi rodowemu” jeśli tym, czego szukamy w książkach, są barwna i spójna fabuła, zróżnicowane postacie i dobre poczucie humoru. Taka mieszanka to gwarancja pełnego relaksu. No cóż… pozostaje Wam tylko sięgnąć po „Sztylet rodowy”.

Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)

Aleksandra Ruda, „Sztylet rodowy”, Słupsk, Papierowy Księżyc, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat