Szukając matki, znajdując miłość

Recenzja książki "Wschody słońca".
„Wschody słońca” to wzruszająca opowieść o tym, jak ważna może okazać się wiedza o tym, kim jesteśmy. Poszukiwanie własnej tożsamości to zadanie trudne i wymagające wielkiej odwagi.

Jane Aaron została adoptowana. Nikt nigdy tego przed nią nie ukrywał, nikt nie traktował jej z tego powodu gorzej, nikt nie prześladował. Wręcz przeciwnie: była ukochaną córeczką, miała dwóch młodszych braci i głośną zżytą rodzinę. Jane miała też przyjemną pracę nauczycielki, którą lubiła i idealnego chłopaka, który bardzo ją kocha. Tak więc Jane Aaron ma wszystko, czego można potrzebować do szczęścia (no, może poza pieniędzmi). Zawsze jednak czuła się inna, przez wzgląd na wyraźne różnice w wyglądzie i kompletny brak talentu kulinarnego, przekazywanego w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Próbowała pogodzić się z tą odmiennością, aż pewnego dnia Jane wyczytała, że na to, jacy jesteśmy składa się przeszłość – to, kim się urodziliśmy. I od tej pory rozpoczyna się mozolna wędrówka głównej bohaterki „Wschodów słońca” w głąb siebie i do miejsca, w którym być może czeka jej biologiczna matka. Tym sposobem trafia do Cedar Springs, gdzie odnajduje odpowiedzi na pytania, których nigdy wcześniej nawet nie próbowała sobie zadać…

Książka Julii London to próba przekazania, jak ważne jest życie w zgodzie z samym sobą. Jak absorbujące może być poszukiwanie swojego miejsca na ziemi. Problem radzenia sobie z byciem dzieckiem adopcyjnym, nawet wówczas, gdy tak jak główna bohaterka „Wschodów słońca” ma się już niemal 30 lat i kochającą rodzinę, nigdy nie straci na aktualności. Potrzeba poznania odpowiedzi na pytanie kim się jest, a także na pytanie, które Jane Aaron zadawała sobie bardzo często – dlaczego matka mnie oddała? – staje się tak ważna, że uniemożliwia prowadzenie spokojnego życia „jak gdyby nigdy nic”.

„Wschody słońca” Julii London to jednak nie tylko powieść o poszukiwaniu odpowiedzi. To także historia miłości romantycznej i trudnej. To opowieść o tym, jak bardzo jedna osoba może zniszczyć życie swoich najbliższych, jak destrukcyjna i samolubna potrafi być miłość. A także o tym, jak ważne w życiu jest wsparcie najbliższych, jak dobrze jest mieć wokół siebie ludzi kochających bezwarunkowo.  Ta wielowątkowość „Wschodów słońca” pozwala na wejrzenie w dusze i umysły bohaterów.

Niestety, w książce Julii London odkryć można także wątki rozczarowujące. Jak na przykład wyjątkowo łatwy do przewidzenia i przez to być może trochę banalny romans niani i jej pracodawcy. Dzięki temu jednak historia staje się przyjemniejsza w lekturze i znacznie bardziej optymistyczna, bo przecież w książkach takich jak „Wschody słońca” szczęśliwe zakończenie jest obowiązkowe.

„Wschody słońca” to książka warta polecenia. Poruszane problemy zamknięte w lekkiej formie sprawiają, że lektura jest przyjemna, a o książce myśli się dłużej niż do ostatniej strony. Dla wielbicielek romansu i miłośniczek czytania o bohaterkach, które decydują się wziąć życie w swoje ręce i pokierować nim tak, aby nie pozostawiać wszystkiego ślepemu losowi.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Julia London, „Wschody słońca”, Wydawnictwo Trzecia Noga



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat