„Szumowiny” – recenzja

Recenzja książki „Szumowiny”.
Gdy morze wyrzuca na brzeg części ludzkiego ciała, sprawa wydaje się oczywista. Problem pojawia się w chwili, gdy staje się jasne, że każda z nich należy do innej ofiary…

Na wybrzeżu Stavern fale wyrzucają lewą stopę w bucie sportowym – bez reszty ciała. Sprawa może nie byłaby tak skomplikowana, gdyby nie fakt, że niebawem takich stóp będzie już cztery; wszystkie będą lewe i wszystkie mają na sobie obuwie. W ten sposób detektyw William Wisting wejdzie w świat nierównych, nieuczciwych układów, w które zamieszani są nie tylko zwykli ludzie, ale i seryjni mordercy, gangi, tajne organizacje i znikający bez znaku ludzie. W drodze do odkrycia prawdy Wistingowi towarzyszyć będzie przeczucie, że ta sprawa może stać się dla niego przełomem nie tylko zawodowym, ale również i prywatnym. Czy jednak pozytywnym?

„Szumowiny” to już szóste z kolei spotkanie z detektywem Williamem Wistingiem, choć moje – dopiero drugie. Z pewnością jest naznaczone mocnym akcentem, bo i zbrodnia, w którą bohater jest uwikłany, wydaje się nietypowa. Główna postać tej książki budzić może wiele uczuć, jednakże wraz z postępem fabuły i obserwacją jego zmagań z własnymi zasadami i światopoglądem czujemy, że detektyw jest coraz bardziej człowieczy. I chyba nawet w pewnym stopniu mu współczujemy.

Prozę Horsta cenię przede wszystkim z uwagi na jej realizm. W końcu książka określana jako kryminał powinna zachowywać przede wszystkim wrażenie, że takie wydarzenia mogą zdarzyć się w każdej chwili – w innym przypadku wchodzimy już w kręgi fantasy. Za takim realistycznym stworzeniem fabuły, bohaterów i całej intrygi idzie również pewna cecha, która przez wielu fanów gatunku może być uznana za niedoskonałość: brak zrywów i raczej stałe tempo akcji. Wszystko rozwija się tutaj powoli i w ten sam sposób dąży do punktu kulminacyjnego – w tempie raczej ślimaczym, ale jednocześnie nieuchronnie.

Warta wspomnienia jest właśnie ta intryga, którą Horst zaskoczył mnie już w kolejnej swojej książce. Wszystko wydaje się być doskonale przemyślane – aż tak dobrze, że pojawia się myśl: czy te wydarzenia nie są prawdziwe? Wszak sam Horst pracował w policji kryminalnej, mógł mieć więc styczność zarówno ze strasznymi zbrodniami, jak i tajemniczymi organizacjami czy niebezpiecznymi gangami. Choć niekupione jest to, że niektóre motywy czy podejrzanych po prostu jesteśmy w stanie rozgryźć, to jednak nadal ostateczne rozwiązanie akcji pozostawia nas z ustami szeroko otwartymi ze zdziwienia. I to się nazywa dobry kryminał.

„Szumowiny” mogę polecić każdemu czytelnikowi, który ceni sobie niesamowite kryminały w pełnej krasie: wypełnione po brzegi tajemnicami, intrygami, ale również realistyczne, a przez to – przerażające. Horst to z pewnością jeden z najbardziej utalentowanych autorów tego typu prozy.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Jorn Lier Horst, „Szumowiny”, Sopot, wyd. Smak Słowa, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat