Szwedzkie kryminały potrafią zaskoczyć

Recenzja książki „Księżniczka Burundi”.
„Księżniczka Burundi” to ciekawe zjawisko wśród kryminałów.

W Uppsali dochodzi do morderstwa. Przypadkowy przechodzień odnajduje zmasakrowane zwłoki Małego Johna, niegdyś drobnego złodzieja, obecnie przykładnego obywatela, męża i ojca. Policja podąża tropem mordercy, typując początkowo człowieka, odpowiedzialnego za inne zbrodnie. Elementy układanki zaczynają do siebie pasować, gdy znika z domu syn Johna, Justus. Uruchomiona zostaje seria zdarzeń, które doprowadzą do odkrycia wielu tajemnic, skrywanych przez rodzinę Małego Johna. W śledztwo zostaje wciągnięta przebywająca na urlopie macierzyńskim komisarz Ann Lindell, a jej niezawodny instynkt sprawi, że pojawiać się będzie we właściwych miejscach, by zagadka została rozwiązana.

„Księżniczka Burundi” to, przyznać muszę, mój pierwszy kontakt z Kjellem Erikssonem. Ten szwedzki autor, doceniany wielokrotnie przez Szwedzką Akademię Literatury (zwłaszcza za serię kryminałów z Ann Lindell), okazuje się być specjalistą od dozowania wrażeń.

Być może wynika to z natury Szwedów, ta powściągliwość i tłumienie emocji, niemniej jednak nadaje to lekturze swoisty spokój, tak dalece odbiegający od krwawych i epatujących nadmiarem zdarzeń, kryminałów amerykańskich. Nie można jednak uznać, że „Księżniczka Burundi”, będzie wobec powyższego lekturą nudną. Intrygująca zagadka, trudna do rozwiązania niemalże do ostatnich stron, nietypowe zakończenie, jak i inny styl poprowadzenia akcji, mogą nas pozytywnie zaskoczyć.

Poczują się rozczarowani ci, którzy cenią w kryminale pościgi, strzelaniny, dosadne omawiane rozwiązania zagadki oraz zakończenia z „happy endem”. Bohaterowie Kjella Erikssona nie informują nas o przebiegu śledztwa, nie zapoznają nas ze swymi przemyśleniami. Przeżywają swoje wewnętrzne dylematy, nie dzieląc się wątpliwościami, bólem czy zwątpieniem. Działają systematycznie, według doświadczenia wypływającego z ustalonych i często sprawdzających się procedur, a nie nadludzkiej intuicji czy spontanicznych porywów.

Akcja, która toczy się leniwie, wzbogacona jest wnikliwym opisem współczesnego społeczeństwa. Namiętności, jakie targają ludźmi, słabości, których nie sposób uniknąć, ale też i wysokie morale, odporne na zakusy snów o „lepszym życiu”, dają nam szeroki przekrój ludzkich zachowań. Postacie Erikssona są autentyczne, naturalne i łatwiej nam się z nimi utożsamiać, choć ich chłodny dystans daleki jest od europejskiej egzaltacji i pośpiechu.

„Księżniczka Burundi” to ciekawe zjawisko wśród kryminałów. Książka, która nastawiona jest bardziej na analizę charakterologiczną, niż ściganie przestępców, zaskakuje czytelników inteligencją i prostotą przekazu.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Kjell Eriksson, „Księżniczka Burundi”, Wydawnictwo AMBER, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat