Wydawać by się mogło, że już sam tytuł z miejsca zawęża grono potencjalnych odbiorców i raczej nie powinniśmy się spodziewać w tej książce czegoś wykraczającego poza oklepany schemat miłosny. Oficjalny opis z kolei skierował moje myśli w stronę klimatów biurowych wojenek podkręconych niepokojami związanymi z wywracającym życie do góry nogami macierzyństwem. Podobną tematykę z niestety opłakanym skutkiem podejmował serial BBC sprzed dwóch lat pt. „The Replacement”, w którym to panie architekt toczyły emocjonalno-fizyczne boje o to samo stanowisko. Michelle Frances postanowiła nieco zabawić się konwencją i pójść innym tropem, serwując pokręconą opowieść o kobiecym braku pewności siebie. Tak, jak na ekranie, tak i na kartach powieści, im dalej w las, tym bardziej absurdalnie, ale zacznijmy od początku.
Główni bohaterowie „Tej drugiej” to Carrie, uznana i szanowana w środowisku telewizyjnym producentka, jej mąż - świeżo upieczony laureat BAFTy - scenarzysta Adrian oraz młoda, pełna pomysłów Emma pragnąca wkręcić się do branży, aby wreszcie pokazać sobie i wiecznie niezadowolonym rodzicom, na co ją stać. Okazja nadarza się, gdy Carrie zachodzi w nieplanowaną ciążę, a jej pracodawczyni musi zatrudnić kogoś, kto choćby tymczasowo mógłby wykonywać jej obowiązki. Z czasem okazuje się, że uczennica talentem i pracowitością niewiele odstaje od mistrzyni. W Carrie narastają coraz większe wątpliwości odnośnie moralności i prawdziwych zamiarów zastępczyni, a relacja między Adrianem i Emmą staje się obiektem firmowych plotek oraz coraz bardziej paranoicznych podejrzeń jego żony.
Nie ma sensu zdradzać tego, jak potoczyła się ta historia. Napiszę tylko, że jej dynamizm i przynajmniej częściowa nieprzewidywalność to zarówno największa zaleta jak i wada, szczególnie, jeśli chodzi o ostatnie kilkanaście stron. Dzięki krótkim rozdziałom książkę bardzo szybko się czyta. Jeśli tylko jesteśmy w stanie wyłączyć umysł lub chociaż przymknąć oko na mnożące się niedorzeczności, to jest to całkiem niezła porcja niezobowiązującej rozrywki na jeden wieczór. Na plus zaliczam również fakt, iż w tym nietypowym trójkącie, o dziwo, są aż dwie osoby, z którymi, mimo ich nieraz naciągającego prawa logiki zachowania, można sympatyzować, a tylko tej trzeciej życzyć wszystkiego najgorszego. W tej kwestii zdecydowanie autorka dała z siebie wszystko, by spełnić nasze oczekiwania.
Niemniej myślę, że nie tylko mnie dziwi sytuacja, gdy thriller (moim zdaniem raczej dramat psychologiczny) kończy się iście sielankowym obrazem w pastelowych kolorach tęczy. W konsternację wprowadzały mnie również niektóre sceny i w zasadzie cała postać Elaine. Trudno mi było rozstrzygnąć, czy miał to być przejaw poczucia humoru pisarki, czy raczej melodramatyzm podkręcony do maksimum.
W ostatecznym rozrachunku „Ta druga” wywołała we mnie dość mieszane uczucia, przez co nie mogę uznać jej za coś więcej niż lekkostrawne czytadło.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Michelle Frances, „Ta druga”, Warszawa, Wydawnictwo Albatros, 2019 r.
Komentarze