„Tabula Rasa” – recenzja

Recenzja książki „Tabula Rasa”.
Wymazać wszystkie złe wspomnienia – to brzmi kusząco… Tylko co, jeśli wraz z tymi złymi tracimy także te dobre?

Gdy w życiu dzieje się coś złego, marzenie o tym, by po prostu odciąć się od tego i zapomnieć przypomina błagalną modlitwę. Trudno jest jednak zmusić uparty umysł do tego, by przestał drążyć, analizować, wspominać.

Nastoletnia Sara od ponad roku przebywa w luksusowym, odizolowanym ośrodku, w którym poddawana jest serii zabiegów, mających na celu „wyczyszczenie” jej pamięci. W przeszłości doświadczyła traumatycznych przeżyć i choć sama nie pamięta już co to takiego było, wierzy, że nowoczesna terapia pozwoli jej powrócić do normalnego życia i zapisać swą pamięć na nowo. Cały pobyt Sary w ośrodku otoczony jest tajemnicą – pielęgniarze nie odpowiadają na żadne jej pytania bądź zbywają ją bardzo enigmatycznymi odpowiedziami, swoich lekarzy nigdy nie widziała, słyszy jedynie ich głosy, nie może kontaktować się z innymi pacjentami. Nawet u otumanionej lekami dziewczyny wzbudza to pewne podejrzenia. Do czasu, gdy spotyka pewną kobietę, której nie pamięta, ale która wzbudza w niej uczucie nienawiści w najczystszej postaci. Od tego momentu sprawy przybierają już bardzo szybki obrót, a Sara musi stawić czoła zupełnie nowej, obcej dla siebie (a jednocześnie tak bardzo znajomej) sytuacji. Sara rozpoczyna walkę z uzbrojonym oddziałem najemników, tajemniczą kobietą i ludźmi, którym ciężko jest zaufać. Rozpoczyna walkę na śmierć i życie, ale do wygrania jest coś bardzo cennego – własna tożsamość.

„Tabula Rasa” to debiutancka powieść Kristen Lippert-Martin, thriller, który trzyma czytelnika w napięciu od pierwszej do niemal ostatniej strony. Choć drobne epizody (i samo zakończenie powieści) czynią z tej książki powieść dla nastolatków, to zdecydowanie jest to lektura warta polecenia także nieco starszym fanom thrillerów.

Kristen Lippert-Martin nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki na bok – cały czas podsyca ciekawość, zdradzając kolejne elementy układanki, ale wraz z nimi stawiając kolejne pytania. Kim jest Sara? I dlaczego aż tyle wysiłku włożono w to, aby ją zabić? Jaką rolę odgrywa w tej rozgrywce tajemniczy właściciel ośrodka, piękna Evangeline Hodges czy Thomas? Dwojga głównych bohaterów nie sposób wprost nie polubić, a potem nie pozostaje już nic innego, jak tylko trzymać za nich kciuki do samego końca.

Mnie, poza wartką akcją, urzekło także poczucie humoru autorki. Momentami abstrakcyjne, inteligentne i nieco ironiczne, choć na chwilę rozładowuje napięcie i pozwala spojrzeć na całą historię z większym dystansem. Zrekompensowało mi to kilka drobnych niedociągnięć, m.in. niekończące się gonitwy i strzelanki rodem z serii przygód o Jamesie Bondzie. Ogromny plus jednak za to, że główna bohaterka książki „Tabula Rasa” nie jest pięknym dziewczęciem, które po prostu leżą i pachną. Zresztą przekonajcie się sami. Polecam ten debiut Kristen Lippert-Martin.

Książek takich jak ta się nie czyta. Je się połyka.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Kristen Lippert-Martin, Tabula Rasa, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat