„Tacy mili chłopcy” – recenzja

Recenzja książki „Tacy mili chłopcy”.
Wstrząsająca i smutna historia, której można było zapobiec.

Ostatnio czytałam niemalże same kryminały/thrillery i dopiero teraz zorientowałam się, że od dawna nie miałam w rękach czegoś z mojego drugiego ulubionego gatunku, czyli literatury faktu. Przez ponad pół roku nic z nowości nie przyciągało mojej uwagi, aż wreszcie dokonała tego niepozorna, trzystustronicowa, a jak się okazało dla fanów true crime obowiązkowa, pozycja „Tacy mili chłopcy”.

Książka opisuje sprawę morderstwa samotnej matki Jane Bautisty, ale tak naprawdę tutaj nie będzie chodzić o sprawców, a ofiary, bo na takie miano zasługuje prawie każdy. Niepodważalne fakty są następujące: czterdziestojednoletnia Jane straciła życie z ręki dwudziestoletniego syna Jasona przy niemym współudziale drugiego piętnastoletniego Matthew, który pomógł pozbyć się jej poćwiartowanych zwłok. Tym, czego w tym prostym równaniu brakuje, jest jej niezdiagnozowana, a przez to nieleczona, choroba psychiczna – schizofrenia paranoidalna oraz to, że zgotowała dzieciom, a przede wszystkim Jasonowi, prawdziwe piekło poprzez przemoc  psychiczną, fizyczną i wymuszoną urojeniami bezdomność. Porażająca w tej historii jest obojętność rodziny, sąsiadów i instytucji opieki społecznej.

Są również sprawy, które mimo wyraźnego ogromu pracy włożonego w powstanie tej książki, pozostają nierozwiązane. Dlaczego wywodząca się z dobrego, majętnego domu dziewczyna postanowiła odciąć się od swych bliskich i pomimo tułania się po całych Stanach Zjednoczonych nigdy nie brała pod uwagę powrotu? Co działo się za zamkniętymi drzwiami? Czy jej niechęć do własnej matki wynikała wyłącznie z tego, że nie była faworyzowaną córką, czy też kryło się za tym coś więcej? Czemu Jane nawet w czasie krótkich przebłysków normalności nie zauważyła, że dręcząc Jasona i rozpieszczając Matthew, powiela wpojony jej okrutny wzorzec?

„Tacy mili chłopcy” to ten rzadki typ literatury, którą zarówno dobrze, jak i ciężko się czyta. Dobrze, bo styl jest prosty, ale zdecydowanie nie jest suchy i oceniający. Można powiedzieć, że po części fabularyzowany i plastyczny, z łatwością wciągający nas w przywoływane sytuacje, pełen dialogów i cytatów, dzięki czemu zyskujemy szerszą perspektywę. Tematyka jest jednak na tyle przygnębiająca i stawiająca wiele nie zawsze wygodnych pytań, że trudno przejść obok niej obojętnie, szczególnie jeśli tak, jak w moim przypadku, nie będzie się w stanie jej odłożyć i przeczyta całość w jedną noc.

Zwykle takich stwierdzeń nie znajdziemy w recenzjach pozycji true crime, ale w tym przypadku współczucie sprawcy nie jest żadnym powodem do wstydu. Jason spędził 20 lat w roli ofiary kobiety, która dała mu życie, a potem zrobiła wszystko, aby codziennie tego żałował. Morderstwo nie powinno być jedyną formą ucieczki. Biorąc jednak pod uwagę skalę osamotnienia i alienacji, czy można powiedzieć, że katowane, niekochane dziecko miało szansę dorosnąć i to dostrzec? Tego już się nie dowiemy, bo kolejne dekady przyszło mu spędzić w więzieniu, ale przynajmniej zrobił wszystko, co mógł, aby dać taką możliwość bratu, którego wbrew wysiłkom matki kochał.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Tina Dirmann, „Tacy mili chłopcy”, Wydawnictwo Feeria Science, Łódź, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat