On ma na imię Ray i jest w zasadzie nieudacznikiem. W zasadzie, bo co prawda poszedł na bal z najpopularniejszą dziewczyną w szkole, ale udaje się go sfilmować w dość kompromitującej sytuacji. Jak to rozwiązać? Otóż Ray ucieka ze swojego małego miasteczka i przenosi się do dużego miasta. Bez pieniędzy, bez znajomości, bez jakiegokolwiek wsparcia.
Chłopak ma sporo szczęścia, mimo że uważa się za życiowego nieudacznika. To prawda, nadal mu się zdarzają wpadki, czasem dość spektakularne. Jednak przyczyną jego niepowodzeń jest jego niewyparzony język. Chłopak bezmyślnie coś chlapnie zanim się zastanowi. Mimo to z każdej opresji wychodzi bez większych problemów. Tytułowa tajemnica coca-coli, czyli poszukiwanie tego tajemniczego składnika, dzięki któremu coca-cola zawsze smakuje jednakowo, to z kolei jego obsesja związana z pracą. Obsesja, która prowadzi do znalezienia całkiem niezłej pracy, a przy okazji pozwoli na podbicie serca ukochanej.
Ta książka to taka przesłodzona, cukierkowa wręcz historia o chłopaku, któremu ma się układać, choć początkowo nic na to nie wskazywało. Widać w niej polskie realia, choć akcja dzieje się w Stanach, jednak absolutnie nie przeszkadza to w odbiorze tej uroczej na swój sposób historii. Niby sporo tu nieszczęść, ale tak naprawdę zamieniają się one w pozytywne zdarzenia, które z kolei prowadzą do dość ciekawych rozwiązań. Trochę jak w grze w domino: niby kolejne kostki upadają, ale w efekcie może to prowadzić do stworzenia oryginalnych obrazów.
Doceniam pomysł i bohatera. Pomysł, bo poszukiwanie tajemnej receptury na płyn znany na całym świecie, jest dość odważny i pokazuje, jak bardzo mogą być opętani swoimi pomysłami bohaterowie, także tacy, których mamy obok siebie. Bohatera, ponieważ mało jest książek, w których głównym bohaterem jest młody mężczyzna. A już na pewno nie kojarzę, aby w ciągu kilku ostatnich lat na rynku pojawiły się książki, w których o głównym bohaterze można powiedzieć wszystko, ale niekoniecznie to, że szczęście mu sprzyja. Tu jest katastrofa za katastrofą, chociaż Ray wychodzi z nich obronną ręką.
Według mnie to taka lekka historia, po której zrobi się lepiej czytelnikom podobnym do Raya. Jeśli myślisz, że ci się nie układa - hej, mamy Raya, u niego to dopiero katastrofa goni katastrofę. Po każdej katastrofie przychodzi zwrot akcji, a więc i w twoim życiu, drogi czytelniku, może się pojawić jakaś nadzieja, szczęśliwy traf, coś co sprawi, że twój los potoczy się w innym, zdecydowanie lepszym kierunku.
Całość jest stylizowana na pamiętnik, dla mnie było ciekawe to, że to sam bohater opowiada o wszystkich swoich złych i dobrych doświadczeniach. Czasem było to dziwne, jednak czyta się dość przyjemnie. W sam raz na letnią przygodę z książką, po której przez chwilę jest trochę lepiej, przyjemniej, a problemy wyglądają na dużo łatwiejsze do rozwiązania.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Michał Matlengiewicz „Tajemnica coca-coli”, Wydawnictwo Novae Res, 2021
Komentarze