Choć nie jestem już ani dzieckiem ani nastolatką, to opis „Tajemnicy Lost Lake” sprawił, że chciałam poznać historię, którą w sobie kryję. Podeszłam do lektury z jednym oczekiwaniem – że będzie tu dobra dawka przygody. Autorka jak najbardziej ją zapewniła, jednak pozytywnie zaskoczyła mnie tym, jak konsekwentnie budowała napięcie. Właściwie już od początku, kiedy główna bohaterka, Fiona Crane po przeprowadzce do Lost Lake natrafia w bibliotece na książkę bezimiennego autora, podążałam krok w krok za dziewczynką, współdzieląc jej emocje i dając się całkowicie porwać.
Sposób, w jaki czytana przez Fionę książka była podobna do zamieszkiwanego miasta i wydarzeń, sprawił, że czasami czułam dreszcze, gdyż paralelizm był aż nadto widoczny. Przy czym zachowano odpowiedni balans pomiędzy codziennością bohaterki a fikcją, z którą się zapoznała.
Z pewnością powieść nie jest skierowana do odbiorcy, który nie przepada za elementami thrillera i dramatu, gdyż te jak najbardziej pojawiają się na jej stronach. Plastyczne i naturalne opisy sprawiają, że następujące po sobie zdarzenia łączą się w przyczynowo-skutkową całość niepozbawioną dawki emocji. Rozdziały kończone jakby z niedopowiedzeniem sprawiały, że chciało się poznać, co dalej, dlatego warto mieć na uwadze, że książki tej nie odłoży się na bok, póki się jej nie skończy.
Stworzenie postaci Poszukiwacza, który może przypominać postaci z legend, jakimi straszy się dzieci, by były grzeczne, nie jest może czymś oryginalnym, ale w tej opowieści nie tylko nadaje fantastyczny wydźwięk, co wprowadza odpowiednią dawkę strachu. Dzięki temu zabiegowi całość stanowi opowieść zwartą, dynamiczną, a przy tym przyjemną i łatwą w odbiorze. Z pewnością przypadnie do gustu nie tylko młodym czytelnikom.
Marta Osadnik
(marta.osadnik@dlalejdis.pl)
Jacqueline West, „Tajemnica Lost Lake”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2023
Komentarze