Żeby się o tym przekonać należy początkowo przenieść się do Londynu lat 50. po to, by za chwilę trafić do współczesności, poznając jednocześnie, na przemian, historie dwóch niezwykłych kobiet: Alexandry i Eliny.
Pierwsza z nich to niespokojna dusza. W momencie poznania ma 21 lat, właśnie wyrzucili ją ze studiów, co w żaden sposób nie przeszkodziło jej w dążeniu do realizacji własnych planów. Z przyjemnością obserwuje się jej wyjazd do Londynu, początki pracy w redakcji u Innesa Kenta oraz ich namiętny romans, powoli przeradzający się w coś więcej. I można by tak patrzeć na tę historię z uśmiechem na ustach, na tę rozwijającą się w zawrotnym tempie karierę dziennikarki, na tę płomienną miłość, której niejedna kobieta by pozazdrościła, gdyby nie jeden moment, który wywraca życie Lexie do góry nogami. Który sprawia, że nic już nigdy nie będzie takie samo.
Druga z bohaterek, Elina, właśnie urodziła dziecko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że poznajemy ją w momencie, w którym… nawet nie pamięta o porodzie. Dopiero z czasem Maggie O’Farrell odkrywa przed nami jego okoliczności, sprawiając, że zaczynamy rozumieć strach i zagubienie tej biednej dziewczyny, która, choć zapomina o wielu rzeczach, dzieckiem zdaje się zajmować niemal instynktownie.
O’Farrell skonstruowała powieść „Ona pierwsza” tak, że czytając ją, właściwie bez przerwy koncentrowałam się na zupełnie innych rzeczach, nagle zaczynałam skupiać swą uwagę na czymś, czego wcześniej wcale nie zauważałam. Także moje odczucia względem bohaterów często się zmieniały, miałam wrażenie, że choć losy wszystkich trzech postaci są ze sobą nierozerwalnie złączone, to jednak raz za razem zupełnie kto inny wysuwa się na pierwszy plan. To wszystko zafundowało mi ogromną dawkę różnorodnych emocji.
Całość toczy się niespiesznie, momentami nawet leniwie, a mimo tego ani przez chwilę nie ma w powieści wrażenia dłużyzn. Niemal wbrew tempu narzuconemu przez autorkę, „Ona pierwsza” wciąga od pierwszych stron, chwyta za gardło i nie pozwala się odłożyć aż do ostatniej strony, na długo pozostając w myślach czytelnika. O’Farrell udało się nadać swej historii niezwykły klimat, i nie chodzi mi tu tylko o klimat Londynu dawniej i dziś, stworzony przez autorkę dzięki plastycznym opisom, ale także o unoszącą się nad wszystkim mgłę tajemniczości, którą powoli, z niesłabnącą ciekawością i satysfakcją udaje się w trakcie czytania rozwiewać.
Izabela Raducka
(izabela.raducka@kobieta20.pl)
Maggie O’Farrell, „Ona pierwsza”, Rebis 2013
Komentarze