Pomysł na fabułę tej powieści może nie jest nowy, ale ja zawsze chętnie po taką historię sięgnę. Gdy niespodziewanie trzeba rozwiązać zagadkę z przeszłości, poznać losy, emocje, wybory zupełnie obcej osoby, odzywa się we mnie żyłka detektywistyczna. Nie inaczej było i tym razem. Do lektury przystąpiłam z zapałem i nadzieją na kolejną czytelniczą przygodę.
„Debiutantka” zapowiadała się więc interesująco. Cate i Jack wysłani zostali do starego domostwa, aby wycenić przedmioty na aukcję. Dla Cate, nowicjuszki, miał to być przede wszystkim sposób na ucieczkę od przeszłości. Zakopanie się w antykach, pamiątkach obcych osób miało jej pozwolić nabrać dystansu do własnego życia. Cate znalazła jednak coś, co sprawiło, że jej zainteresowanie mieszkańcami tego domu zdecydowanie wykroczyło poza zwykłą ludzką ciekawość. Pudełko po butach, a w nim z pozoru niepowiązane ze sobą przedmioty, stały się dla Cate wyzwaniem i obsesją – rozwiązanie tajemnicy i poznanie bliżej dwóch sióstr, słynnych londyńskich debiutantek z lat 30., okazało się dla Cate samodzielną próbą terapii.
Z „Debiutantką” Kathleen Tessaro było jednak trochę tak, jakbym czytała dwie osobne książki: jedną z zapartym tchem, drugą z irytacją. Zdecydowanie podobał mi się wątek detektywistyczno-historyczny. Znalezione w zamkniętym na klucz pokoju (przy okazji należy pochwalić autorkę za niezwykle sugestywne i plastyczne opisy domostwa) pudełko po butach stało się szkatułką skarbów, które nabierały wartości tylko dzięki kontekstowi sytuacyjnemu i historycznemu. Dodatkowo Kathleen Tessaro zdradza czytelnikowi znacznie więcej niż swojej bohaterce, dzięki zamieszczeniu listów jednej z sióstr, dodając całej historii wyrazistości i pobudzając ciekawość. Z drugiej jednak strony, niestety, w książce autorka sporo miejsca poświęca swoim bohaterom: Cate i Jackowi, a także (niestety, niestety) rodzącej się relacji między nimi. Z pewnością wątek romantyczny w takiej lekkiej kobiecej literaturze jest wskazany, ale w przypadku „Debiutantki” nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to uczucie miedzy bohaterami jest stworzone na siłę. Denerwowały mnie dialogi między Cate a Jackiem, dziwnie sztuczne, pełne niepotrzebnych i nienaturalnych emocji, zwrotów. Drażniły mnie niezrozumiałe próby ukazania chemii między bohaterami, której przejawów i dla której uzasadnienia naprawdę nie potrafiłam znaleźć w całej tej historii (poza jednym, banalnym, że ona była ładna, on przystojny). Uczucia te potęgowała koncentracja Kathleen Tessaro na mrocznej stronie życia Cate i Jacka. Wszystko to sprawiło, że momentami miałam ochotę odłożyć książkę na bok, co zapewne w końcu bym zrobiła, gdyby nie historia dwóch debiutantek z Londynu i tajemnica jednego pudełka po butach.
Być może mój problem z lekturą „Debiutantki” polegał na tym, że zbyt szybko próbowałam ją zaszufladkować, czyniąc z niej lekką, przyjemną pozycję kobiecej literatury. Osobiście polecam ją więc tym czytelniczkom, które koncentrując się na historii, przez palce będą spoglądały na teraźniejszość w „Debiutantce”.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Kathleen Tessaro, „Debiutantka”, Muza SA, Warszawa 2011
Komentarze