"Tajemnice Mille" - recenzja

Recenzja książki "Tajemnice Mille".
W miejscu gdzie osiadła nieufność, lęki ukryły się głęboko w zakamarkach duszy, a przeszłość wciąż ma decydujący głos - ponownie popełniono zbrodnię…

Historia lubi się powtarzać i strach znowu pada na małe miasteczko Mille. Czy naprawdę klątwa śmierci wisi nad tym mało przyjaznym miejscem? Atmosfera gęstnieje, a niepewność i bliskość mordercy zaczyna przyprawiać mieszkańców i przyjezdnych o szybsze bicie serca. Policja i prokuratura jak chcą zamknąć sprawę morderstwa nim wybuchnie skandal. Wszyscy mieszkańcy i goście są podejrzani. A było już tak dobrze - mieszkańcy otworzyli się trochę na świat i dzięki reportażowi Marty Witeckiej do miasteczka zaczęli napływać turyści zaintrygowani klątwą i wydarzeniami, które miały tu miejsce. Co więcej do wioski przyjechała gwiazda światowego formatu przygotowując się do filmu, który zostanie nakręcony na podstawie książki dziennikarki. Interesy się kręcą, a tubylcy zacierają ręce na myśl o zarobionych pieniądzach. Ponadto Marta Witecka, dziennikarka, która słynie z odkrywania niewygodnych prawd i ludzkich słabości postanawia dać szansę miłości i porzucić Warszawę na rzecz sielskiego życia u boku mężczyzny w tym dziwnym miasteczku, które robiło wszystko, by ją przepędzić. I teraz gdy tak ważna decyzja została podjęta - Marta jest podejrzana o morderstwo, a Janek, jej partner, ulega poważnemu wypadkowi. Czyżby Mille dawało jej znaki, że wciąż jest tutaj niemile widziana? Czy nie było błędem wracać tutaj mimo przeszłości?

Autorka używając zła zamkniętego w naszych umysłach buduje mroczną atmosferę, gdzie nie nadprzyrodzone zło niesie smierć, a nasze słabości i strach. Nie znajdziesz tutaj duchów, potworów (chyba, że tych w ludzkiej skórze), a jednak odczuwasz się jakąś dziwną, nieczystą moc kierującą historią. Dodatkowo pisarka zastosowała w celu wykreowania napięcia wprowadzenie trzeciego niemego obserwatora, autora "Dzienników okiennych", w których rozbrzmiewa niespokojna nieznaczność, strach oraz prawda o mordercy.

Podoba mi się, że Dagmara Andryka rozpoczyna swoje opowieści bazując na legendach i klątwach, tworząc meandry mechanizmu samonapędzającej spirali strachu, która w pewnym momencie pęka przynosząc śmierć.  Nie jest to jednak napisane ciężkim i ociekającym złem językiem, ale z pewną dozą lekkości, która powoduje, że "Tajemnice Mille" czyta się szybko i może bez nadmiernego bicia serca, ale z ogromną przyjemnością i szczyptą zaintrygowania kryjącą się w legendzie o czarownicy palonej na stosie.

Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)

Dagmara Andryka, "Tajemnice Mille", Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat