Z czym kojarzy się wam Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA)? W większości zapewne z obrazem z amerykańskich filmów – pościgami, misjami agentów – szpiegów, wykorzystaniem najnowszych zdobyczy technologii. Wydaje się, że to praca (albo nawet więcej niż tylko praca) dla tych najbardziej odpornych, z niesamowicie szybkim refleksem, niewidzialnych jak kameleony.
A jednak za tym wszystkim stoi człowiek. I to chyba pierwsza refleksja, która uderzyła mnie podczas lektury "Tajnego życia". Nawet jeśli robią rzeczy, które wydają się jakby żywcem wyjęte ze scenariusza filmowego, to jednak są to przede wszystkim ludzie. Ale od początku.
"Tajne życie. Kobieta w służbie CIA" to historia dziewczyny, której wybory i decyzje doprowadziły do tego, że rozpoczęła pracę dla Centralnej Agencji Wywiadowczej. Naszą główną bohaterkę poznajemy jako małą dziewczynkę, wrażliwą na otaczający świat, spędzającą czas na zabawie z bratem. Dziewczynka ta pewnego dnia doświadcza (nawet jeśli bardzo pośrednio) tragedii związanej z zamachem terrorystycznym. I można założyć, że to doświadczenie, nawet jeśli tak odległe, ukształtuje jej ścieżkę w przyszłości.
Razem z Amaryllis przechodzimy przez najważniejsze etapy jej dorastania i życia: studia, pracę humanitarną, rozterki związane z wyborem swojej ścieżki zawodowej. I wreszcie, co zapewne części czytelników może wydać się tym najciekawszym elementem, wchodzimy z nią w ściśle tajny świat CIA. Amaryllis prowadzi nas od procesu rekrutacyjnego, szkolenia, przejścia przez departamenty aż do tajnych misji, werbowania kontaktów, rozpracowywania siatek przestępczych. Choć podejrzewam oczywiście, że ujawnia w tej książce tyle, ile może, to i tak uważam, że buduje z tych informacji dość spójny obraz tego niedostępnego świata.
"Tajne życie. Kobieta w służbie CIA" to książka, którą można przeczytać szybko albo celowo pozostać z nią na trochę dłużej. Mi zależało na tym, żeby nie potraktować jej jako zbiór ciekawostek i anegdot, chciałam dowiedzieć się więcej o autorce, jako o człowieku. I wydaje mi się, że dostałam to, czego poszukiwałam. Choć wielu rzeczy Amaryllis nie mówi wprost, to jednak można wyczuć, że ta praca nie zawsze jest satysfakcjonująca, że ten ciężar odpowiedzialności, jaki dźwiga, w chwili nieuwagi może ją po prostu przygnieść. To praca, której podporządkowuje się wszystko, dla której rezygnuje się właściwie z siebie i swjego życia, okłamuje najbliższych. W zamian może dać złudne poczucie bycia superbohaterem ratującym świat lub frustrację i przeświadczenie, że jeden błąd moze kosztować życie wielu osób.
Książka Amaryllis Fox moim zdaniem nie jest opowieścią o CIA. Takich, mniej lub bardziej fabularyzowanych, z pewnością można znaleźć sporo. "Tajne życie" to bardziej opowieść o dokonywaniu wyborów i stopniowym podporządkowywaniu tego, co najcenniejsze i najbardzej znane, wyższym celom. W tej opowieści, w sposobie narracji, czai się smutek, ale i determinacja. Książka pozwala spojrzeć na tych owianych mgiełką tajemniczości agentów, jak na ludzi – z emocjami, ze świadomością, że rezygnują z samych siebie. Myślę, że na tym właśnie polega odwaga Amaryllis Fox.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Amaryllis Fox „Tajne życie. Kobieta w służbie CIA”, Wydawnictwo Czarna Owca 2020
Komentarze