„Tajny raport Millingtona” - recenzja

Recenzja książki „Tajny raport Millingtona”.
CIA na tropie kolejnego spisku przeciwko potędze Ameryki. Ukryci agenci, szybkie zwroty akcji i rozterki natury życiowej. To wszystko w książce „Tajny raport Millingtona”.

Tytułowy raport to dokument stworzony przez jednego z nietuzinkowych pracowników CIA. Po ataku terrorystycznym na WTC w Nowym Jorku, rząd powołał tajną jednostkę do walki z terroryzmem. To, co stało się szokującym faktem, Millington przewidział w swoim dokumencie. Dlatego też właśnie on stanął na czele specjalnej grupy. Tajnej nawet dla innych pracowników CIA. Niedawno jego najlepszy człowiek, Frank Shepard, został wysłany do Europy. Kilka miesięcy wcześniej został tam zabity kolega z oddziału. Po długim śledztwie Frank czeka na powrót do domu. Jego myśli jednak zaprząta głównie troska o żonę i córkę. Małżeństwo znajduje się blisko rozwodu, a on sam ma dylematy, co jest ważniejsze w życiu. Uczucia czy służba krajowi. Niechętnie więc jedzie na ostatnią umówioną rozmowę przed wyjazdem. Nic nie znaczące spotkanie przeradza się jednak w większą sprawę, ponieważ zostaje zabity tzw. „kontakt”, a Frank cudem nie ginie. Po powrocie do Stanów zdaje raport i wyjeżdża  przemyśleć co obecnie jest dla niego najważniejsze w życiu. Jak się później okaże, wolnego czasu nie będzie miał zbyt wiele. Ameryce grozi kolejne olbrzymie niebezpieczeństwo.

Na okładce książki reklamuje się Martina Zelenaya jako historyka sztuki współpracującego od kilku lat z CIA. W związku z czym imię i nazwisko to tylko pseudonim. Ta powieść sensacyjna jest o tyle ciekawa, że poza samą warstwą narracji, bohaterowie są w nią uwikłani w bardziej strukturalny sposób. Każdy z nich ma swoje pobudki, by działać po jednej lub drugiej stronie. Jednocześnie praktycznie wszyscy są częścią większego systemu. Mniej lub bardziej nieświadomie wplątani w różne machinacje gdzie ogniw jest wiele, a łańcuch pośredników bywa zaskakujący. Jeśli autor rzeczywiście korzysta z własnych doświadczeń, to robi to całkiem przekonująco. Wszystkie wydarzenia są bardzo sugestywnie stworzone. Początkowe rozwlekłe nieco rozterki Franka szybko przechodzą w wartką akcję, toczącą się na różnych kontynentach. Może brakuje tu czasem „tego czegoś” w stylu pisania, by móc powiedzieć, że książka jest znakomita. Minimalnie naciągane też jest moim zdaniem zakończenie dylematów Franka. Niemniej jednak czyta się świetnie i, po krótkim wprowadzeniu, z łatwością wciągamy się w intrygującą historię. Wydawnictwo zapowiada, że „Tajny raport Millingtona” to pierwsza z części trylogii poświęconej walce ze współczesnym terroryzmem.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

Martin Zelenay, „Tajny raport Millingtona”, Kraków, Wydawnictwo Znak, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat