Idealny scenariusz potencjalnego „wakacyjnego hitu”, szczególnie, że Rzym to nadal jedna z najpopularniejszych wakacyjnych „miejscówek”.
Co zrobić, gdy dzień przed ślubem okazuje się, że jednak uroczystość się nie odbędzie? Co odpowiedzieć rodzinie i znajomym, którzy godzinami wydzwaniają z pytaniami, co się stało i gdzie są niedoszli państwo młodzi? Jak poradzić sobie ze świadomością, że mężczyzna, który miał stać się mężem, teraz jest prawdopodobnie z inną kobietą? Najlepiej rzucić wszystko, spakować walizkę i polecieć w podróż poślubną do Rzymu. W końcu Wieczne Miasto będzie piękne nawet bez tego ukochanego gnojka.
Szkoda tylko, że rzeczywistość dla Amy okazuje się dużo bardziej brutalna. Nie, wcale nie jest jej dobrze samej w wielkim, małżeńskim apartamencie, a Rzym w sierpniu jest nie do wytrzymania z upałami i denerwującymi turystami. Do tego Gaby – przyjaciółka Amy – nie pomoże jej przetrwać ciężkiego okresu, bo sprawy rodzinne uniemożliwiają jej podróż do Włoch. Skazana na towarzystwo natrętnego małżeństwa z wieloletnim stażem i kobiety biorącej ślub ze znanym fotografem tylko ze względu na jego finanse, Amy czuje się jeszcze bardziej sfrustrowana niż przed wyjazdem. No i Doug nie odezwał się ani słowem...
Do tego stojąca w drzwiach kobieta o niesamowitym wyglądzie i okropnie naburmuszonej twarzy za wszelką cenę chce zamienić się z Amy na apartamenty, bo nie podoba jej się widok z okna! No, może nie jej, ale znanemu aktorowi, Halowi Blackstockowi, który akurat w Rzymie promuje swój najnowszy film i zatrzymał się w tym samym hotelu co przygnębiona niedoszłym ślubem młoda lekarka. Przypadkowe spotkanie w saunie zmienia jednak relację tej dwójki, której na pozór nie łączy nic a nic. Okazuje się jednak, że rozczarowanej i smutnej Amy gwiazdor filmowy wcale nie musi przypominać niedoszłej gwiazdy rockowej, za którą miała wyjść. Z kolei Hal docenia prawdziwe, życiowe doświadczenie lokatorki sąsiedniego apartamentu, które tak bardzo różni się od świata, w którym żył wraz ze swoimi sławnymi ukochanymi. Iskrzenie przemienia się w płomyk, który sprytni paparazzi uchwycili jako pocałunek. Czy jednak nietypowa para skończy w typowy dla tego typu powieści sposób? Na szczęście „I żyli długo i szczęśliwie” spotka zupełnie nieoczekiwaną parę.
Llewellyn nie napisała świetnej, porywającej książki. „Podróż bezślubna” jest raczej tandetna, czasem trochę śmieszna, ale jednocześnie sympatyczna. Lekko odmóżdżająca, ale przyjemna. Ważne, że poziom kiczu nie przekroczył pewnego nieakceptowalnego poziomu, ale balansuje na granicy zabawy i śmiesznej groteskowości. Autorka nie sili się na ambitny poziom, ale bawi się losami swoich bohaterów. Wrzuca ich w czasem zupełnie absurdalne sytuacje – jednak gdzie mają się spełniać marzenia i sny, jeśli nie w Rzymie? Jeśli więc macie ochotę na romans z idolem Waszej matki, to jedźcie do Rzymu w sierpniu. Tylko uważajcie, żeby nie skończyło się to zawiedzioną miłością!
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Julia Llewellyn, „Podróż bezślubna”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze