Przywołany cytat, pochodzący z mowy obrończej wygłoszonej przed sądem w Sosnowcu przez Zygmunta Hofmokla-Ostrowskiego, obrońcę Pawła Grzeszolskiego, w dużej mierze obrazuje problematykę najnowszej książki Zbigniewa Białasa, autora znanego wielu czytelnikom dzięki wcześniejszym powieściom „Korzeniec” oraz „Puder i pył”. Pisarz ponownie zabiera czytelnika na wycieczkę w przeszłość Sosnowca – tym razem jednak w drugą połowę lat trzydziestych XX wieku, kiedy to w tym właśnie mieście rozgrywały się wydarzenia związane z jednym z najsłynniejszych procesów sądowych II RP, nazywanym do dzisiaj „sprawą Grzeszolskiego”.
Wydarzenia, które zainicjowały opisywaną w powieści historię, rzeczywiście miały dość tajemniczy charakter. Oto w krótkich odstępach czasu umierają żona, a następnie dwójka dzieci Pawła Grzeszolskiego, powszechnie lubianego i poważanego zastępcy szefa biura sprzedaży w jednej z sosnowieckich fabryk. Choć wszystkie śmierci wydają się być spowodowane naturalnymi przyczynami, wokół sprawy pojawia się coraz więcej wątpliwości i podejrzeń. Grzeszolski od kilku lat był bowiem związany ze znacznie młodszą od siebie Pelagią Staciwińską, jest również obiektem zainteresowania siostry swojej żony, Genowefy Kuczalskiej. W niewielkim mieście, jakim jest Sosnowiec, zaczyna huczeć od plotek. Gdy zaś w zwłokach dzieci wykryta zostaje obecność śmiertelnej dawki trucizny – tytułowego talu – całe miasto bez wahania ogłasza Grzeszolskiego trucicielem i dzieciobójcą, który pozbył się rodziny w celu usunięcia wszelkich przeszkód, stających mu na drodze do szczęśliwego życia z nową wybranką.
Czytelnik, śledząc losy rodziny Grzeszolskiego oraz mieszkających po sąsiedzku Bugajów – krewnych jego żony – szybko uświadamia sobie, że sprawa nie jest jednak tak oczywista. Skomplikowane relacje rodzinne, intrygi i miłostki, które możemy śledzić na kartach książki pozwalają bowiem na wysnucie co najmniej kilku równie prawdopodobnych wersji, dotyczących przyczyn śmierci dzieci głównego bohatera („sprawa Grzeszolskiego” nie została zresztą nigdy jednoznacznie wyjaśniona). I to, co w książce najbardziej uderza, to właśnie fakt, że w zbiorowej świadomości sosnowiczan alternatywne wersje w zasadzie nie istnieją. Mieszkańcy miasta na podstawie plotek i przypuszczeń wyrabiają sobie jednoznaczne zdanie w sprawie i nawet sądowi rozpoznającemu sprawę trudno jest całkowicie uniezależnić się od tak silnego nacisku opinii publicznej. Autor obnaża tym samym znane nam także dzisiaj zjawisko społeczne, w którym sami często uczestniczymy, a które potrafi być tak bardzo krzywdzące i może nawet całkowicie zrujnować czyjeś życie.
Choć sam pisarz we wstępie do książki zauważa, że „Tal” tak różni się od jego wcześniejszych powieści, „jak lata trzydzieste różniły się od lat poprzedzających pierwszą wojnę światową i następujących tuż po niej”, to jednak podczas lektury nie sposób uniknąć nasuwających się porównań. I właśnie w tym zakresie mam nieco mieszane uczucia. O ile bowiem nie ulega wątpliwości, że „Tal” jest powieścią niezwykle wciągającą (naprawdę trudno się od niej oderwać – radzę przygotować się na nieprzespaną noc), to jednak brakuje mu pewnego leniwego, gawędziarskiego stylu narracji, który tak bardzo zauroczył mnie we wcześniejszych książkach Zbigniewa Białasa. Nie zmienia to jednak faktu, że najnowszą powieść pisarza warto przeczytać – po pierwsze dlatego, że jest po prostu bardzo dobra, a po drugie – bo nawet jeśli opisywane w niej wydarzenia dawno już minęły, to problem, jaki się na ich tle ujawnił, pozostaje aktualny do dziś.
Katarzyna Czupajło
(katarzyna.czupajlo@dlalejdis.pl)
Zbigniew Białas, „Tal”, Wydawnictwo MG, 2015
Komentarze