„Tam, gdzie kończy się tor lotu” – recenzja

Recenzja książki „Tam, gdzie kończy się tor lotu”.
Romantyczna historia prosto z polskich gór.

Zosia jest fanką skoków narciarskich. Uwielbia górskie wędrówki, zimowe krajobrazy polskich Tatr i emocje towarzyszące sportowym zmaganiom. Podczas jednej z wypraw los stawia na jej drodze Maksa, mistrza narciarskich skoczni. Między dziewczyną a popularnym sportowcem szybko pojawia się uczucie. Czy Zosia będzie gotowa zaryzykować dla romansu, o którym mogłaby pomarzyć niejedna fanka?

„Tam, gdzie kończy się tor lotu” Gosi Hulisz to debiutancka powieść, która samym pomysłem wyróżnia się na tle współczesnych romansów. Autorka zabiera czytelników w polskie góry i wprowadza ich w świat skoków narciarskich. To właśnie ten sport – zimowe krajobrazy, atmosfera zawodów i codzienność zawodnika – stanowi największy atut historii. Te fragmenty są najświeższe i najbardziej oryginalne, dlatego szkoda, że pozostają rozmytym tłem dla romansu. Przydałoby się więcej treningów, konkursów, sportowej presji i porażek. Przez całą książkę pojawiają się dłuższe rozmyślania oraz rozbudowane fragmenty dotyczące pracy bohaterki, które momentami spowalniają tempo i mogą nieco nużyć. Sama historia chwilami zbyt mocno sprowadza się do klasycznego dylematu między dwoma mężczyznami, zamiast w pełni wykorzystać ciekawsze i bardziej oryginalne aspekty fabuły.

Nie do końca przekonujący są też sami bohaterowie i ich relacja. Ich zachowania bywają trudne do zrozumienia. Początkowe potyczki słowne sugerują wątek enemies to lovers, jednak później ten ton trochę zanika. Zosia ma być osobą, która mówi szybciej, niż myśli, tymczasem w wielu rozmowach bohaterów spontaniczność ustępuje miejsca romantycznym, podniosłym przemowom i „złotym myślom”. Pojedynczo potrafią być urocze, ale w większej ilości zaczynają męczyć.

Zaletą zdecydowanie jest jednak to, że bohaterowie ze sobą rozmawiają. Ich relacja nie opiera się na toksycznych zagrywkach, wiecznym mijaniu się z prawdą czy celowym ranieniu drugiej osoby. Nawet jeśli czasem zachowują się nieracjonalnie, potrafią rozmawiać o emocjach i swoich problemach. Najbardziej dramatyczny moment relacji bohaterów rozgrywa się podczas przeskoku czasowego. Szkoda, bo mógłby stanowić okazję do głębszego wejścia w ich emocje. Samo rozwiązanie wątku jest jednak zaskakujące i, choć nieco na skróty, prowadzi do realistycznego rozwinięcia trudniejszego tematu.

Mimo tych zastrzeżeń jest w tej książce coś rozczulającego. Czuć, że autorka chciała stworzyć przede wszystkim przystępną, lekką historię o relacji z idolem. Czasem jest kiczowato, czasem aż nazbyt romantycznie, ale trudno odmówić tej historii szczerości. Skrzydełko książki głosi, że autorka pisze po to, by czytelnik się uśmiechnął i miło spędził czas. Właściwie trudno się z tym nie zgodzić. Może będzie to uśmiech wywołany literacką głupotką, ale ostatecznie nawet taka potrafi poprawić humor.

„Tam, gdzie kończy się tor lotu” to prosty, ciepły romans z bardzo ciekawym punktem wyjścia. Jako debiut pokazuje potencjał autorki, choć  chciałoby się, żeby w kolejnych książkach odważniej wykorzystywała to, co czyni jej historie wyjątkowymi. Bo jeśli już opowieść zabiera czytelnika w polskie góry i pozwala mu zakochać się w skoczku narciarskim, to poprosimy o jeszcze więcej śniegu, skoczni oraz sportowych emocji.

Jadzia Pęczalska

Gosia Hulisz, „Tam, gdzie kończy się tor lotu”, Novae Res, Gdynia, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat