Joanna ma za sobą ciężki czas. Umarła jej mama, a dodatkowo sama stoczyła nierówną walkę z nowotworem. Równowagę w życiu próbuje przywrócić, oddając się w wir pracy. Prowadzi badania nad ptakami i traktuje je bardzo serio, narzucając sobie ambitne tempo i ani na chwilę nie zbaczjac z obranego kierunku i nie zwalniając tempa. Ten ustalony porządek życia zaburza pewnego dnia błąkająca się dziewczynka. Szybko okazuje się, że dziecko ma swoją niezwykłą historię do opowiedzenia. Zdradza, że jest kosmitką, przybrała postać zmarłej niedawno dziewczyny i jej celem na Ziemi jest odkrycie pieciu cudów. Joanna jako naukowiec pozostaje sceptyczna. Przekonuje się jednak, że znalezienie innego wytłumaczenia dla obecności dziecka jest niezwykle trudne. W całej tej historii pojawia się też Gabriel – sąsiad, sprzedający jajka. Mężczyzna zaczyna być coraz bardziej obecny w życiu Joanny i małej Ursy.
Zacznę może od tego, że zupełnie oczarował mnie pomysł na fabułę, a przede wszystkim motyw małej Ursy. Przez większość książki zastanawiałam się, w jaką stronę pójdzie autorka. Ursa to faktycznie przybyszka z kosmosu czy prawda okaże się znacznie bardziej przyziemna? Podobała mi się także postać Joanny. Zamknięta w sobie, minimalistyczna, skupiona na pracy kobieta wydawała mi się niezwykle intrygująca.
"Tam, gdzie las spotyka się z niebem" mogłabym podzielić na trzy części. Przez pierwsze około sto stron byłam praktycznie przekonana, że znalazłam książkę, która mnie oczaruje. Byłam kupiona narracją, sposobem budowania tej historii, dość niespiesznym tempem, elementem tajemnicy, jaka kryła się za przybyciem małej Ursy. Także nawiązania do przyrody i prawie ascetyczne życie głównej bohaterki budowały spójny obraz tej historii.
Niestety, później ta opowieść zaczęła się psuć. Ta ledwie zauważalna magia, obietnica zawarta w narracji uleciała i pozostał obrazek, który nie do końca do mnie przemawiał. Relacja między Joanną a Gabrielem, historie obojga, ich kreacja, obecność Ursy, wszystko to zaczęło trochę męczyć i przypominać historie, jakich wiele. Dodatkowo zyskało taki wymiar naiwności, który już nie był niewinnie uroczy, a stał się dość duszący dla całej historii. Tak, jakby autorka w pewnym momencie odpuściła, straciła zainteresowanie własną książką.
Ostatnia część próbowała jeszcze coś z tej historii wyciągnąć. Przez chwilę wróciła moja nadzieja, że to jednak będzie ciekawa, niebanalna książka, a środek był po prostu jakimś chwilowym spadkiem formy. Nie udało się już jednak autorce, w moim odczuciu przywrócić klimatu z początku tej historii. Muszę jednak przyznać, że to zakończenie całkiem pasuje do całej tej opowieści.
"Tam, gdzie las spotyka się z niebem" to opowieść o trudnej sztuce budowania relacji i mierzenia się z własnymi demonami. Każdy ma jakąś przeszłość, a to, czy jeszcze pozwolimy sobie na zaufanie i otworzenie się na drugiego człowieka, ma fundamentalne znaczenie. Owszem, książka jest trochę bajkowa, naiwna, w założeniu ma przynosić nadzieję. Jej lektura nie była męcząca, choć pozostawiła ziarenko żalu, że tak ciekawie zapowiadająca się historia, wytaciła swój rozpęd.
Z pewnością jednak będę przyglądała się kolejnym książkom Glendy Vanderah, bo oceniając po potencjale tej historii, mogą okazać się bardzo pozytywnym zaskoczeniem.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Glendy Vanderah "Tam, gdzie las spotyka się z niebem", Wydawnictwo Muza, Warszawa 2022
Komentarze