Już od pierwszego wejrzenia zakochałam się w tej książce. Począwszy od nastrojowej okładki, poprzez recenzję zamieszczoną na tylnej okładce, a na tytule kończąc. Być może jakiś wpływ na moją słabość do tej powieści, zanim jeszcze w ogóle zaczęłam ją czytać, miało to, że porównywano ją z „Cieniem wiatru” Carlosa Ruiz Zafona. Nie patrzyłam jednak na tą książkę przez pryzmat kultowego już właściwie dzieła hiszpańskiego pisarza. W „Tamtych cudownych latach” Mariany Izaguirre chciałam znaleźć nową opowieść, w której oddano hołd literaturze.
I muszę przyznać, że mi się to udało. Już na początku uwagę czytelnika zwraca ciekawy zabieg narracyjny, dzielący książkę na trzy części – każda osadzona w innych latach, każda w roli głównych bohaterów osadza inne postaci z książki. Teraźniejszość reprezentuje starsza pani, Angielka Alice – klientka antykwariatu prowadzonego przez Matiasa, któremu czasem pomaga żona - Lola.
To właśnie Lola i Alice wciągają czytelnika w fabułę książki, która trafia do antykwariatu. „Dziewczyna o włosach jak len” – autobiografia nieślubnej córki księcia Ashford staje się jedną z głównych historii, ale zarazem też pretekstem do tego, aby opowiedzieć o losach bohaterów. Alice i Lolę właściwie nic nie łączy. Starsza pani, śledząc pewnego dnia Matiasa, po prostu dotarła aż do ukrytego w jednej z madryckich uliczek antykwariatu. Kiedy jakiś czas później w oknie wystawowym pojawia się wspomniana autobiografia, wraz z adnotacją, że kto pierwszy książkę przeczyta – otrzyma ją w prezencie, Alice nawiązuje pierwszy nieśmiały kontakt ze skrytą, ale życzliwą Lolą. Choć te kobiety tak wiele różni, wspólne pochylenie się nad losami nieślubnej córki księcia sprawi, że staną się sobie niezwykle bliskie.
„Tamte cudowne lata” to pełna ciepła, niepowtarzalna opowieść o tym, jak wiele można znieść w imię miłości. Wysoko oceniam warsztat pisarski Marian Izaguirre. Książka, nie zatracając swego klimatu, jest bardzo przyjemna w odbiorze, można nawet pokusić się o stwierdzenie – lekka, aż trudno się od niej choć na chwilę oderwać.
Brawa dla autorki należą się także za wrażliwość pisarską – wplecenie w powieść prawdziwie metaforycznych elementów, nie ocierając się jednak o przerost formy nad treścią musiał być ogromnym wyzwaniem. Autorce „Tamtych cudownych lat” to się jednak udało. Fragmenty dotyczące m.in. walających się na podłodze słów należy do jednych z tych, zasługujących na szczególne wyróżnienie.
Pomimo swojej lekkości, książka stawia swojemu czytelnikowi wymagania: zaangażowania, skupienia i obycia z klasykami literatury. Nie zrażajcie się jednak! Marian Izaguirre stworzyła świat, do którego powinniście wejść, nie oglądając się za siebie. Świat, w którym książka pachnie papierowymi stronami, a bohaterowie są niczym żywi. Książkę polecam więc jako lekturę obowiązkową, wszystkim i bez żadnych wyjątków.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Marian Izaguirre, Tamte cudowne lata, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014
Komentarze