„Tancereczka” – recenzja

Recenzja książki „Tancereczka”.
Młoda baletnica, która przez swoje pochodzenie nie może kontynuować pasji, naukowiec ubrany w mundur SS-mana i pływaczka, której sensem życia stała się ojczyzna, a w tle jedna z największych katastrof w dziejach ludzkości.

Na początku książki Joanny Parasiewicz pod tytułem „Tancereczka” poznajemy jedną z bohaterek – Malkę Freiman, Żydówkę i doskonałą baletnicę uczęszczającą jeszcze do szkoły baletowej. Marzeniem dziewczyny jest tańczyć na deskach wielkich teatrów. Miłość do tańca zaszczepiła w niej chyba najbliższa jej osoba, czyli babcia. W przeciwieństwie do rodziców Malki, kobieta rozumie pasję wnuczki i wspiera ją w rozwoju, natomiast Gouda i Josef Freimanowie uważają, że rolą dziewczyny jest wyjście za mąż, za mężczyznę z dobrego żydowskiego domu. Plany jednak zostają pokrzyżowane przez wybuch drugiej wojny światowej. Na skutek tej wielkiej katastrofy pasja dziewczyny, staje się chyba jedyną opcją na przeżycie.

Następnie poznajemy, w zasadzie równolegle, dwoje kolejnych bohaterów. Franka von Raubera oraz Ingrid Stern. Zarówno chłopak, jak i dziewczyna, są idealnym przykładem tego, jak powinni wyglądać oraz zachowywać się prawdziwi Aryjczycy. Ingrid kocha Rzeszę z całego serca. Chce przyczyniać się do jej rozwoju oraz jak najlepiej reprezentować swój kraj na arenie międzynarodowej, co umożliwia jej kariera pływacka. Frank natomiast jest mniejszym entuzjastą ideologii nazistowskiej. Jego pasją jest nauka i wynalazki. W krótkim czasie udaje mu się zająć dość istotne stanowisko. Osobiście ma dopilnować, czy pojazdy, których używa sam kanclerz są wolne od ładunków wybuchowych i nie zagrażają wodzowi.

Wątek miłosny jest w utworze dość skomplikowany. Ingrid wydaje się być na zabój zakochana we Franku, jednak okazuje to w dziwny sposób. Można odnieść wrażenie jakby Stern nie darzyła uczuciem samego chłopaka, a to co reprezentuje jego mundur, pozycja oraz to co mogą razem stworzyć, czyli rodzinę z pięknymi aryjskimi dziećmi, które przyczynią się do rozwoju Rzeszy. Van Rauber natomiast nie odwzajemnia uczucia czy bardziej zainteresowania Ingrid. Wszystko, o czym rozmawiają, dotyczy w zasadzie tylko polityki, a ich działania czy nawet intymne momenty wydają się machinalne. Młodego naukowca intryguje za to i pociąga Malka, którą po raz pierwszy widział w klubie nocnym o nazwie Kitty, gdzie dziewczyna była gwiazdą wieczoru. Sama Malka  jest z początku przerażona zainteresowaniem chłopaka, jednak wie, że musi zgodzić się na spotkanie z SS-manem. Z czasem również zaczyna się nim interesować.

Powieść jest napisana dość chaotycznie. Duża ilość wątków poszerza obraz akcji, jednak sposób, w jaki są one wprowadzane bywa niezrozumiały, przez co pojawienie się nowych bohaterów i ich historii wydaje się być kompletnie niezwiązane czy wręcz zbędne. Język użyty w książce momentami sprawia wrażenie nienaturalnego, bądź w drugą stronę – zbyt potocznego. Ten kontrast sprawia, że nie czyta się utworu zbyt przyjemnie, tak jakby słowa nie chciały płynąć.

Osobiście odniosłam wrażenie, jakby książka nie miała głównego wątku, a zamiast tego całą masę pobocznych. Niby poznajemy kolejne losy Malki, Franka oraz Ingrid, ale do niczego konkretnego nie prowadzą nas kolejne strony i w gruncie rzeczy można stracić zainteresowanie ich historią. Niestety „Tancereczka” bardzo mnie zmęczyła i okazała się rozczarowaniem.

Maria Miłobędzka
(maria.milobedzka@dlalejdis.pl)

Joanna Parasiewicz, „Tancereczka”, Szara Godzina, 2021.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat