„Tao filozofii” – recenzja

Recenzja książki „Tao filozofii”.
O filozofii tao w zachodnim stylu, ale na plus czy minus?

Taoistyczne podejście do życia wydaje mi się bardzo ciekawe i warte spopularyzowania, mimo że nie mogę powiedzieć, że jakoś wyjątkowo mocno w tym temacie „siedzę”. Często jednak zauważam, że do tej filozofii mi blisko, więc postanowiłam w końcu porządnie się dokształcić. Zaczęłam od nowo wydanego tytułu z paroma wykładami.

Tao filozofii to wchodzące w serię „Wschód Zachodowi” wybrane wykłady Alana W. Wattsa, którego uważa się za popularyzatora buddyzmu zen oraz filozofii hinduskiej i chińskiej. Snuje w nich rozważania związane z pytaniami: kim jestem? Dlaczego tu jestem? Jaka jest natura otaczającego mnie świata? Alan Watts analizuje te fundamentalne pytania z perspektywy taoistycznej, ponoć ucząc dostrzegać i doceniać nie tylko naczynie, ale także pustą przestrzeń, którą ono otacza. Omawia związek ze światem przyrody i uświadamia, że nie tyle przyszliśmy na ten świat, ile z niego wzrośliśmy.

Zaczynając czytać, miałam wrażenie, że autor zakreślał podstawy, jedynie dając znać o tym, od czego wychodzi. Obudził nadzieję, że zacznie opisywać interesujące i złożone teorie w odniesieniu na pytania wręcz dziecięce. Z każdą jednak kolejną stroną zaczynałam nabierać przekonania, że Watts miał odbiorcę za kogoś o rozumie dziecka, które jeszcze dosłownie nic nie wie. Chwilami nawet gorzej. Tekst wydawał się skierowany do zamkniętych umysłów, które żyją stereotypami. Jako czytelniczka poczułam się wręcz urażona.

Wydaje mi się, że skoro ktoś sięga po książki dotyczące filozofii zen, przynajmniej minimalnie się nią interesuje. Podobnie z uczęszczaniem na wykłady z filozofii – można założyć, że robią to osoby raczej o filozofii cokolwiek wiedzące. A autor przyjął postawę guru mówiącego do ignorantów. Kiepsko się to czytało, mimo że szybko. Język był bowiem prosty. Problemem był jego styl, umniejszający odbiorcy.

W dodatku w książce trafiłam na kilka porównań czy odniesień zupełnie pozbawionych sensu. Teksty w stylu: „Znana wszystkim stara opowieść...”, będące luźnymi nawiązaniami do anegdot, których właśnie ktoś może nie znać, były zupełnie zbędne.

Czytelnika słabo zainteresowanego tao takie podejście może zrazić. Zamiast wytłumaczyć, coś trafnie porównać, można odnieść wrażenie, że Watts po prostu postanowił „wytłumaczyć głupkom, że się mylą”. Z kolei osoba zaznajomiona z chińską kulturą nie znajdzie w „Tao filozofii” niczego innego niż absolutne podstawy i wyśmianie postaw zachodnich, które autor przerysował, chyba by wyglądały na jeszcze bardziej absurdalnie.

Mnie czasem dość blisko do taoistycznego myślenia o świecie i poczułam żal, że autor nie dość, że nie przybliżył najlepiej tej filozofii, to jeszcze po prostu zaprezentował postawę odpychającą. Taka może wprost zniechęcić do odkrywania innej kultury. Dobrze, że książkę można odłożyć. Na pewno nie chciałabym być studentką takiej osoby.

„Tao filozofii” to zebrane wykłady, które wydają się na poziomie, który pasowałby raczej do uczniów szkoły średniej. Najgorsze jednak jest to, że podejście autora do odbiorcy wydaje się niemal kpiarskie. Jeśli ktoś chociaż odrobinę wie coś na temat kultury m.in. Chin, będzie rozczarowany, bo to zbiorek oczywistych oczywistości, w dodatku w tonie, który nie zachęca do czytania. Według mnie to strata czasu.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Alan Watts, „Tao filozofii”, Dom Wydawniczy Rebis, 2022.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat