A może nie widzą naprawdę? W Indiach dzieci takich jak on jest przerażająco wiele. Niewidzialne, zdane tylko na siebie, narażone na niebezpieczeństwo z każdej strony. Taki jest też Taru, tytułowy bohater książki Joanny Piotrowskiej.
„Taru Khan i złoty lotos” to krótka, ale pełna emocji opowieść o jedenastoletnim chłopcu, który uciekł z sierocińca i każdego dnia walczy o przeżycie na Wyspie Skarbów. Pod tą magiczną nazwą kryje się nic innego jak wysypisko śmieci. W pełnym słońcu dzieci przeczesują tony śmieci w poszukiwaniu czegokolwiek, co da się wymienić na pieniądze lub jedzenie. Tam Taru znajduje starą, niewyraźną fotografię, która budzi jego wspomnienia i pcha go do miejsca, gdzie jego los ma się odmienić. Ta opowieść ma w sobie coś ze świata legend, z magicznej rzeczywistości, gdzie bogowie nie przyglądają się ludziom bezczynnie, a subtelnie pomagają im w wyborze właściwej ścieżki, w poznaniu swego przeznaczenia.
Joanna Piotrowska swobodnie porusza się po kolorowych i niejednoznacznych Indiach. Odmalowuje obraz kraju, w którym bogactwo przenika się ze skrajną nędzą, gdzie takie kontrasty na nikim już nie robią większego wrażenia. Prowadzi czytelnika przez cuchnące wysypisko do bogatej dzielnicy willowej. To nie jest ten kraj znany z turystycznych pocztówek.
Gdzieś w tym wszystkim, w historii małego zagubionego chłopca (który jednak to, że jest sam potrafił przekuć na coś pozytywnego – poczucie wolności), jest też opowieść o przyjaźni z bezdomnym, zaniedbanym psem. Dwoje rozbitków na tej ironicznej wyspie skarbów odnalazło się, by w dalszą drogę ruszyć już razem.
„Taru Khan i kwiat lotosu” jest do przeczytania w jedno popołudnie. Chwile spędzone z tą książką z pewnością zaliczyć można do udanych. Akcja jest równo rozłożona, narracja poprowadzona z gracją, główny bohater jest jednym z tych, którym po prostu trzeba kibicować. Cała historia przypomina trochę baśnie, jakie dziadkowie opowiadają zasłuchanym wnuczętom przy kubku gorącego kakao. Książka Joanny Piotrowskiej podnosi na duchu, warto więc po nią sięgnąć, nawet jeśli miałaby być tylko takim przerywnikiem, nabraniem oddechu, przez kolejną lekturą z listy.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Joanna Piotrowska „Taru Khan i złoty lotos”, Novae Res, Gdynia, 2019.
Komentarze