Książką zainteresowałam się głównie dlatego, że temat ojcostwa czy tacierzyństwa jest stosunkowo nowy. O macierzyństwie zawsze mówiło się i pisało sporo, jednak co z drugim rodzicem? Choć polskie kino to nie moja bajka, akurat Stuhra kojarzę i można powiedzieć, że cenię, więc jako że to jego książka, w dodatku z obietnicą humoru, postanowiłam sprawdzić, czym i dla kogo w zasadzie jest „Tata 3D, czyli rodzinny triathlon z przeszkodami”.
„Tata 3D, czyli rodzinny triathlon z przeszkodami” to zbiór felietonów, w których Maciej Stuhr otwarcie opowiada o potrójnym doświadczeniu ojcostwa. Pierwsza część – „Tata Tadzika” – dotyczy przygód z nowonarodzonym synem. Listy do Tadeusza autor pisał od momentu tuż przed narodzinami syna po chwilę, w której skończył on dwa lata. Drugą część – „Tata Mati” – Maciej Stuhr zaczął tworzyć w momencie, gdy Matylda skończyła 18 lat i traktuje ona o byciu rodzicem dorosłej córki. Obraz ojcowskich przygód autora dopełnia część trzecia, czyli „Oczyma ojczyma”, poświęcona Stasiowi, będącemu w połowie drogi do dorosłości.
Z okładki i opisu łatwo wywnioskować, że książka została pomyślana jako propozycja dla całej rodziny. Biorąc pod uwagę podział na trzy części o dzieciach w różnym wieku oraz ogólny ton narracji, można uznać, że taki cel autorowi przyświecał, jednak nie wyszedł. Trudno właściwie stwierdzić, dla kogo to jest w istocie. Wszystkie felietony napisano językiem prostym i wręcz banalnym. O ile pasuje on do początku jako stylizacja na język rozumiany przez małe dziecko, tak z czasem zaczął trochę męczyć. Humor chwilami również wydawał się na siłę, choć nie ukrywam, że parę razy szczerze uśmiechnęłam się pod nosem.
Czytając jednak miałam problem z nazwaniem tego, co czytałam. Tłumaczenie ojcom, jak to jest być ojcem? Trochę bez sensu, a jednak tak to wyszło. Nie sądzę bowiem, by miało to dzieciom i młodzieży przedstawić punkt widzenia rodziciela, na pewno nie w takiej formie, bo raz po raz wracało wrażenie, jakby Stuhr zwracał się do dziecka, które uważa za półgłówka.
Komizm Taty 3D był głównie sytuacyjny, więc również szybko przestał bawić. Czuję, że większość ojców mogłoby podobne, lekkie opowiastki przytoczyć. Pojawiło się też sporo rzeczy, które mogą śmieszyć czy wydawać się interesujące tylko dla konkretnej osoby, bo mówi konkretnie o swoim dziecku. O samym Stuhrze czy bardziej ambitnych dygresji, dłuższych opowieści było niewiele. Tego mi brakowało.
Choć czyta się szybko, trudno mówić tu o wciągnięciu się. Ja w zasadzie miałam ochotę przewracać coraz to kolejne kartki, jedynie przelatując wzrokiem. Nie czuję tej książki i nie umiem wyobrazić sobie kogoś, kto mógłby powiedzieć „to książka dla mnie”. Wydaje się to próbą zarobienia na dość nowym temacie na polskim rynku książkowym oraz nazwisku. Aktor, publicysta... A tu zaprezentował się jako ktoś bez konkretnego pomysłu.
Skończywszy czytać uznałam, że felietony pojedynczo, np. w prasie, można by uznać za przyjemne, lekkie, tak zebrane w całość jako książka mogą nużyć, zwłaszcza, gdy próbuje się to czytać ciągiem. A jednocześnie nie jest to coś, co chciałoby się rozwlekać w czasie. Książki nie polecam, a od siebie dodam tylko, że sprawiła mi... smutek. Wydaje się bowiem naciąganiem.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Maciej Stuhr, „Tata 3D, czyli rodzinny triathlon z przeszkodami”, Zwierciadło, 2023.
Komentarze