„Ten, w którym są wszystkie przepisy” – recenzja

Recenzja książki „Ten, w którym są wszystkie przepisy”.
Kulinarna podróż do świata kultowego serialu.

„Przyjaciół” raczej nie trzeba przedstawiać nikomu mającemu więcej niż naście lat, nawet molom książkowym nieposiadającym telewizora z przyczyn ideologicznych. Podczas dziesięciu lat emisji perypetie szóstki młodych mieszkańców Manhattanu przyciągały przed ekrany miliony widzów, wprowadzając do języka angielskiego nowe zwroty i kreując trendy takie jak chociażby „fryzura na Rachel”.

W ciągu 236 odcinków mogliśmy oglądać, jak grupa znajomych przeżywa różnego typu wzloty i upadki. Niejednokrotnie dużą rolę w nich odgrywało jedzenie, a teraz dzięki publikacji „Ten, w którym są wszystkie przepisy” Teresy Finney otrzymujemy możliwość przekonania się na własnej skórze z czego wynikał (czasem udawany, aby nie robić komuś przykrości) zachwyt bohaterów pałaszujących różnego rodzaju smakołyki.

Książka podzielona jest na pięć części: „Coś na ząb”, czyli przekąski, „Na lunch z przyjaciółmi”, „Na obiad i na kolację z przyjaciółmi”, „Na deser z przyjaciółmi” i „Drinki i napoje”. Łącznie ponad siedemdziesiąt przystępnie napisanych przepisów o różnym stopniu trudności z określoną liczbą porcji, czasem przygotowania, przyrządzenia, chłodzenia itd. okraszonych apetycznym zdjęciem gotowej potrawy i niewielkim wstępem nawiązującym do wydarzeń z odcinka, w którym się pojawiła.

Być może zagorzali fani woleliby przytoczenie dłuższej anegdoty, ale wydaje mi się, że jest to podyktowane faktem, iż mamy do czynienia z „tytułem nieoficjalnym inspirowanym serialem”. W grę pewnie wchodziły kwestie licencji należącej do Warner Bros i Bright/Kauffman/Crane Productions. Nie jest to jednak wada, a jedynie zachęta do odświeżenia wybranych epizodów, a może nawet urządzenia megamaratonu.

Jak na książkę kucharską przystało, publikacja jest bardzo porządnie wydana, posiada miłą dla oka szatę graficzną i dużą ilość kolorowych ilustracji wręcz domagających się rzucenia wszystkiego i spróbowania swoich sił w kuchni. Po co komu kina 5D symulujące doznania z ekranu, kiedy możemy własnoręcznie przygotować, a następnie zjeść razem z bohaterami „Przyjaciół” dokładnie to, co w danym momencie sami zajadają?

Od wieków wiadomo, że jedzenie tym lepiej smakuje, im bogatsza jest związana z nim historia, a tej z pewnością nie zabraknie przy odkrywaniu smaków z książki Teresy Finney. Polecam ją nie tylko fanom serialu, ale również zapalonym amatorom i wytrawnym koneserem szukającym nowych doznań.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Teresa Finney, „Ten, w którym są wszystkie przepisy”, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2020 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat