W połowie XX wieku na jednej z prowincjonalnych farm żyła rodzina Fox – dobrotliwa matka z zaglądającym do kieliszka ojcem-bigotem i trzema siostrami, z których najstarsza wyjechała „robić karierę”. Pewnej nocy najmłodsza z sióstr, Kate, zaczęła porozumiewać się z duchem, Mr Splitfootem. Ten mówił do niej, sprawiał, że dziewczynka lunatykowała i była zdolna poruszać obiektami samą siłą myśli. Te niezwykłe zdolności wyszły na jaw i stały się nie tylko początkiem ruchu spirytualistycznego, ale również możliwością zarobku dla ubogiej rodziny. Niestety, między jeden i drugi seans wplotło się prawdziwe życie – a to z siostrami Fox nie obeszło się delikatnie…
Dlaczego zawiodłam się na tej książce? Po okładce wszystko wskazuje na książkę radosną i pełną spirytualistycznych doświadczeń dorastającej dziewczyny. Zaskakujący był dla mnie jednak smutek, który wyzierał ostatecznie z losu bohaterek; ludzka brzydota, ta o tyle gorsza, że niewidoczna gołym okiem. Choć znaleźć tu można radosne momenty, to jednak cała książka daje wydźwięk smutny, wręcz zmuszający do empatii i współczucia. Zwłaszcza, że siostry Fox naprawdę żyły.
W istocie, siostry Fox były trzy: najstarsza Leah, która dołączyła do nich, gdy zaczęły robić karierę; średnia Margaret, najbardziej emocjonalna i najmocniej zgorzkniała na starość; Kate, najmłodsza i uznana za właściwie najsilniejsze medium tamtych czasów. Wszystkie siostry, początkowo razem, a następnie w samotności wykonywały pokazy i seanse spirytystyczne. Wypracowały rzeczywiście pierwszy system porozumiewania się z duchami za pomocą różnych odgłosów, głównie stukania w rytm alfabetu. Wszystkie trzy siostry, głównie za sprawą mężów, przeszły na katolicyzm – dwie wróciły jednak do odprawiania seansów. I wszystkie trzy zostały wdowami. A rozpoczęcie ruchu spirytualistycznego w istocie odbywało się na tle walki o zniesienie niewolnictwa, w trakcie wojny domowej oraz jednego z największych rozkwitów bigoterii, jakie widziały Stany Zjednoczone.
Bardziej znane medium współczesnych czasów powiedziało kiedyś, że porozumiewanie się z duchami skraca życie, nastawia człowieka na wieczną walkę o jestestwo i odziera jego codzienność z emocji. Trudno się z tym nie zgodzić, śledząc losy sióstr. Każda z nich jest do cna ludzka, popełnia błędy, które czasami trudno wybaczyć; jednocześnie jednak chyba tylko Kate ma wokół siebie otoczkę, która każe myśleć, że faktycznie ma jakiś kontakt z zaświatami. Można by powiedzieć, że losy sióstr Fox to pierwotne losy dzisiejszych gwiazd, które wchodzą na arenę sławy w młodym wieku, a potem nie są w stanie postępować właściwie. Koniec książki przyjęłam wręcz ze smutkiem, zwłaszcza czytając ostatni dialog Kate z Mr Splitfootem.
Niemniej, Hubert Haddad doskonale zarysował dla czytelnika świat XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych. Widzimy walkę o zniesienie niewolnictwa, rozkwit wojny domowej spowodowanej głównie ludzką pychą i chęcią posiadania, a także pojawianie się kolejnych gwiazd, które chcą zrobić karierę – nieważne, czy w polityce, czy seansach spirytystycznych. Bardzo dużą przyjemnością było dla mnie śledzenie losów postaci niejako drugoplanowych, ale mimo wszystko istotnych i pozytywnych, czyli nauczycielki Pearl i byłego żołnierza Williama. Można powiedzieć, że wzmianki o nich stanowiły radosne punkty w poważnej, smutnej, życiowej historii sióstr Fox.
Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)
Hubert Haddad, „Teoria niegrzecznej dziewczynki”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2015
Komentarze