Tina Turner - kobieta wulkan

Recenzja książki „Tina Turner”.
Tina Turner to niezaprzeczalna gwiazda ostatnich 30 lat. Nie ma chyba osoby, której o uszy nie obiło się jej nazwisko i jakaś piosenka.

Sylwetkę Tiny Turner przybliżył Mark Bego, tworząc jej najnowszą biografię.

Kojarzona jest przede wszystkim z charakterystycznym mocnym, lekko zachrypniętym głosem, natapirowanymi kosmykami włosów i potężną sylwetką. Jak się w książce okazuje-zupełnie niesłusznie, jeśli chodzi o ten ostatni element wizerunku. Książka Marka Bego o wdzięcznym tytule „Tina Turner” zaczyna się ciekawie od refleksji na temat przypadków i szczęśliwego trafu w życiu. On takowy miał, mieszkając w Nowym Jorku na rogu East 11th Street i Broadwayu i tam właśnie trafiając na koncerty Tiny Turner w pobliskim klubie nocnym. Od tego zaczęła się jego szczytowa fascynacja piosenkarką.

Autor odkrywa przed nami bolesną przeszłość piosenkarki i jej charakter, który zdołał unieść bagaż cierpienia, a nawet dał siłę walki i tworzenia, jaką ma mało kto. Wielu ludziom wydaje się bowiem, że gwiazdy nie miewają problemów, są piękne, bogate i obce im problemy alkoholowe, bijatyki w domach, konflikty z prawem i choroby. Historia Tiny Turner wstrząsa i jednocześnie daje do myślenia, jak wiele można przejść, a jednak z ofiary przemienić się w zwycięzcę i wcale nie mam tu na myśli wszystkich platynowych płyt, jakie zdobyła. Jaką rolę odegrała miłość w życiu tej królowej Rock`N`Rolla? Co łączyło ją z Dawidem Bowie, Mickiem Jaggerem i Rodem Stewardem? Jakie relacje łączyły ją z mężem tuż przed jego śmiercią? Na te i inne pytania, wszyscy fani legendarnej Tiny znajdą odpowiedź w książce popularnego biografa największych gwiazd, Marka Bego.

Książka na pewno spodoba się entuzjastom biografii ze względu na naprawdę szczegółowe i zarazem ciekawie opisane fragmenty z życia artystki. Uważam, że ogromnym plusem książki jest to, że autor pominął nieznaczący w karierze wokalistki fragment życia i darował sobie opisy wszystkich szkół, do których uczęszczała oraz imiona i nazwiska całej jej rodziny do trzeciego pokolenia wstecz, co niestety czasami się zdarza. Książkę polecam jednak przede wszystkim dlatego, że czytając ją, od razu ma się ochotę poznać tą artystkę, nawet jeśli nie miało się wcześniej takiego zamiaru, a po książkę sięgnęło się przez przypadek. Od samego początku da się wczuć w klimat dawnych lat największej świetności Tiny. Wszystko to dzięki opisom odczuć i emocji autora, towarzyszących mu podczas spotkań z artystką, zamiast rozpisywaniu się o kolorach ścian w którym odbywał się dany event. Jest to  bardzo przyjemne w odbiorze dla czytelnika i być może dlatego biografię czyta się z taką fascynacją, jakbyśmy byli wiernymi fanami Tiny Turner, mimo kojarzenia jej tak naprawdę z jednego utworu.

Katarzyna Picz
(Katarzyna.picz@dlalejdis.pl)

Mark Bego, „Tina Turner”, Wydawnictwo Dolnośląskie



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat