Historia głównej bohaterki, półelfki Rhyi Fleetwood, osadzona jest w świecie pełnym nienawiści, rozdartym wojną Anwyvn, w którym ludzie boją się magii jak zarazy i z tego powodu polują na tych, którzy choćby podejrzewani są o jej używanie. Tak właśnie poznajemy naszą bohaterkę. W otwierającej książkę scenie egzekucji oskarżona o władanie magią Rhyi’a cudem zostaje ocalona. Jej kaźń przerywa tajemniczy dowódca Scythe, u boku którego, dziewczyna zostaje zmuszona podróżować (trudno odmówić, gdy zostaje się brutalnie porwanym, prawda?).
Klasyczna relacja: od nienawiści do miłości, czyli dosyć mocno wyeksploatowany wątek, to jeden z motywów, którymi pisarka rozgrywa swoją opowieść. Nie ma tutaj co liczyć na przesadną oryginalność, ale na szczęście pisarka nadrabia te deficyty kreacją świata przedstawionego. Okazuje się, że główna bohaterka jest Reliktem Powietrza, a zarazem tytułową Tkającą wiatr, a zatem istotą potrafiącą przywołać np. wichurę. Na scenie pojawiają się inni władający pozostałymi żywiołami, a także przepowiednia o zjednoczeniu czterech Reliktów, która mówi o przywróceniu pokoju i powrocie równowagi w nękanym wojną świecie.
Historia władającej żywiołem powietrza dziewczyny jest klasycznym połączeniem romansu z fantastyką, w której autorka czerpie garściami z twórczości pisarek, takich jak Sarah J. Maas czy Rebekka Yarros, tworząc historię, w której walka ze złem jest tak samo ważna, jak relacja między dwójką, pozornie niecierpiących się, protagonistów. Taka proza ma zarówno swoich przeciwników, jak i zagorzałych fanów.
Doceniam staranność, z jaką Julie Johnson wykreowała system magiczny oparty na żywiołach, a także zdecydowanie przypadły mi do gustu brutalne realia świata, w którym osadzona jest akcja. Nieco mniej przemawia do mnie wątek romantyczny, który zdecydowanie nie jest skrojony z poszanowaniem wiarygodności psychologicznej. Przyznać jednak trzeba autorce, że potrafi wyważyć odpowiednio dawkę romansu, nie zmieniając książki w klasyczną historię rodem z opery mydlanej, gdzie fantastyka pełni jedynie rolę kostiumu.
Magia jest dobrze opisana, świat przedstawiony surowy i wciągający, a bohaterowie na tyle dobrze skonstruowani, że z ciekawością śledzimy ich losy. „Tkająca wiatr” nie udaje, że jest czymś więcej niż ślicznie wydanym czytadłem, ale czasami to wystarczy. Warto więc przyjąć zaproszenie do świata pełnego niebezpieczeństw, starożytnych artefaktów i uczuć, które mogą ocalić lub zniszczyć świat.
Małgorzata Tomaszek
Julie Johnson, „Tkająca wiatr”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2025.
Komentarze