„To ja byłem Vermeerem” – recenzja

Recenzja książki „To ja byłem Vermeerem”.
Niezwykła książka, na poły biograficzna, o życiu i twórczości przeciętnego malarza, zdolnego rzemieślnika i jeszcze lepszego fałszerza obrazów.

Książka „To ja byłem Vermeerem” Franka Wynne’a to napisana w sposób belterystyczny biografia Hana van Meegerena, a właściwie Henricusa van Meegerena - holenderskiego malarza urodzonego pod koniec XIX wieku. Van Meegeren był dosyć utalentowanym artystą, jednak nie na tyle genialnym, by zdobyć wielką sławę dzięki twórczemu talentowi. Owszem, miał doskonałe umiejętności ale nie wystarczające do podbicia całego świata.

Jako młody człowiek studiował malarstwo i architekturę. Ostatecznie ukończył tylko te pierwsze studia i właśnie praca egzaminacyjna przyniosła mu najwięcej uznania. Następnie dosyć mozolnie zdobywał salony sztuki. Przez pewien czas zajmował się także konserwacją starych dzieł. Być może właśnie to doświadczenie, podobnie jak i chęć dokonania czegoś epokowego, skłoniła van Meegerena do nowych prób i eksperymentów. Tym razem celem było stworzenie dzieła, które będzie udawało pracę innego znanego malarza. Gdy zawiśnie na ścianie muzeum i będzie podziwiwane przez tłumy, wówczas będzie można ogłosić, kto jest twórcą tego doskonałego obrazu: Henricus van Meegeren. Wybór Hana padł na Jana Vermeera - niedocenianego za życia holenderskiego malarza, który w czasach życia Hana, twórcy m.in. słynnego obrazu „Dziewczyna z perłą”. Van Meegeren nie ograniczył się tylko i wyłącznie do skopiowania jego dzieł. Zrobił krok dalej: stworzył takie, które zostały włączone do kanonu jako nowe! Czyli odnalezione, zaginione i jak sam opowiadał nabywcom, dotychczas głęboko skrywane. Proces tworzenia tych obrazów nie był prosty. Malarz znał systemy sprawdzania autentyczności dzieł, więc wiedział, czego musi się trzymać, by przejść wszystkie testy. W sumie stworzył kilka dzieł Vermeera, choć później nie ograniczał się tylko do tego artysty. Tworzył też obrazy innych twórców „w stylu” nieco odbiegającym od tych znanych, ale nadal mogących uchodzić za oryginały.

Życie van Meegerena było naprawdę bogate i to pod każdym względem. Zarabiał na nie, malując portrety bogatych ludzi, a dzięki swoim fałszerstwom i zarobionym pieniądzom prowadził bardzo wystawne i ekskluzywne życie. Alkohol, narkotyki, kochanki – wszystko o czym niektórzy (nie tylko) artyści mogą zamarzyć. Cały czas jednak chciał wierzyć w to, że jego talent jest wybitny. Możemy o tym przekonać się także dzięki swobodzie, z jaką jest napisana ksiązka. „To ja byłem Vermeerem” naprawdę dobrze się czyta. Poznajemy nie tylko samego malarza ale także osoby z jego otoczenia, kontrahentów, rodzinę itd. Całość jest bardzo plastycznie i płynnie opisana. Można wręcz mieć wrażenie, że towarzyszymy Hanowi w całym jego życiu. Rozwiązanie zagadki, w jaki sposób doszło do ujawnienia autorstwa falsyfikatów, jest w sumie też dosyć niezwykłe. Pozostawię jednak tę ostatnią tajemnicę malarstwa van Meegerena czytelnikom.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

Frank Wynne, „To ja byłem Vermeerm”, Wydawnictwo REBIS,  Poznań, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat