„To nie jest amerykański film” – recenzja

Recenzja książki „To nie jest amerykański film”.
Skoro nie po amerykańsku, to czy po polsku? I jeśli nie film, to znaczy, że to prawdziwe życie?

No dobrze. Mamy więc do czynienia z czymś brutalnym. Nieprzewidywalnym i na ostro. Tak głosi okładka. Wbrew tytułowi Nadia Szagdaj prezentuje nam historię przeniesioną żywcem z amerykańskiego filmu. Kobieta, porwana i brutalnie zgwałcona, odmawia złożenia zeznań i pomocy policji w ujęciu sprawców. Główna bohaterka książki i narratorka, Oliwia Pol, jest córką ofiary. Wkrótce podziela los swojej matki z zatrważającą dokładnością.

Tak oto zaczyna się „To nie jest amerykański film”. Słowa z okładki się zgadzają. Jest brutalnie i dość nieprzewidywalnie. Problem jednak w tym, że w tak rozpoczętej książce prawdziwym wyzwaniem jest utrzymanie poziomu do końca. Po pierwszych stronach powieści byłam zaintrygowana. Mogło się okazać, że ponownie trafiłam na ten  rodzaj książki, która utrzyma moje zainteresowanie. Z przyjemnością usiadłam więc do dalszej lektury.

I niestety, w tej dalszej części coś się wydarzyło. Choć, przyznaję to szczerze i z lekkim zakłopotaniem, nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Książka napisana jest bowiem bardzo poprawnie - od jednego wątku płynnie przechodzimy do kolejnego, jakbyśmy balansowali na linie, widząc cel podróży. Jakbyśmy byli prowadzeni po sznurku. Książek opartych na takim schemacie jest wiele i nie świadczy to o ich bylejakości. Często to te książki uznawane są za dobre i bardzo dobre. A jednak tu miałam poczucie, jakbym bawiła się razem z bohaterami w escape room, po kolei rozwiązując kolejne zagadki. Powtarzalność tego modelu: miejsce  zagadka  odsłonięcie fragmentu historii  kolejne miejsce  kolejna zagadka, i tak dalej, sprawiają, że w trakcie lektury dość szybko wyczerpałam pokłady podekscytowania, zaciekawienia, niepewności.

Choć nie ukrywam, że książkę przeczytałam do końca i to dość szybko. Bo przyznać autorce trzeba, że „To nie jest amerykański film” napisana jest bardzo spójnie, konsekwentnie i z pomysłem.

No właśnie, z pomysłem. Nadia Szagdaj naprawdę miała na tę książkę pomysł. Widać to najbardziej w jej początku i zakończeniu. A jednak, mi osobiście to przeprowadzenie przez fabułę, odebrało przyjemność z tego ostatniego zwrotu akcji. A nawet nieco mnie on zirytował. Odniosłam wrażenie, że zakończenie jest dość niespójne, tak jakby ktoś odebrał tej książce jeden rozdział, który byłby dla całej tej historii kluczowy (…albo tak jakby ten twist nadszedł zbyt późno). I choć mogłabym przewertować „To nie jest amerykański film” ponownie, żeby sprawdzić, czy jednak cała ta historia się „klei”, to jednak raczej tego nie zrobię. Trudno jest wytłumaczyć dlaczego.

Wierzę, że „To nie jest amerykański film” Nadii Szagdaj, znajdzie grono wiernych czytelników. Mimo tego, co napisałam, to nie jest zła książka, pewnie nawet jest całkiem niezła, tylko ja nie potrafiłam wczuć się w tę historię tak, jak należało. Trochę wbrew pozorom, chętnie sięgnę po kolejną książkę autorki – aby przekonać się, jaką tym razem opowieść zaserwuje czytelnikom.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Nadia Szagdaj „To nie jest amerykański film”, Wydawnictw Dragon, Bielsko-Biała 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat