Przyznam szczerze, że czytanie tej książki nie przyszło mi bardzo łatwo. Może nie ze względu na sposób narracji lub jej bohaterów, a raczej ze względu na ilość walających się szczątków, krwi i dosadnych opisów rozmaitych scen przemocy. O ile nie jesteście fanami horrorów, krwistych kryminałów oraz ciemnej science fiction (jeśli tak można to nazwać), ta książka nie będzie dla was łatwym kąskiem. Keichi jest nastolatkiem, podobnie jak jego kuzynka Hataro. Razem wychowują się po stracie rodziców chłopaka. Wiąże ich nie tylko pokrewieństwo ale również zauroczenie. Pewnego dnia dziewczyna wychodzi prędzej do szkoły i wsiada do miejskiej kolejki. Keichi spóźniony, czeka na następną prawie czterdzieści minut. Nie zdąży do niej wsiąść, gdy Hataro zadzwoni do niego z tragicznymi wieściami. W pociągu nastapił zamach terrorystyczny. Ortodoksyjni zwolennicy islamu postanowili po raz kolejny pokazać światu jakie są prawdziwe ideały, którym należy zawierzyć. To, co rozgrywa się później, jest tylko coraz to bardziej powiększjącym się pandemonium zła i ciemności. Do zasypanego podziemnego przejazdu wpadają nie tylko oddziały specjalne. Znajdzie się tam także Lucyfer, upadłe anioły, a nawet ich porzucone dzieci. Zamiast wyobrażalnej „standardowej” już niestety egzekucji zakładników w obecnościach kamer, pojawia się tak olbrzymie zło i nicość, że nawet sam szatan gubi się w tym, co idzie według planu, a co nie. Keichi dostaje specjalne moce i decyduje się je przyjąć. Chce pomścić swoją kuzynkę. Najbliższą sobie osobę. Uda mu się to zrobić dzięki naprzyrodzonym siłom.
By nie było tak łatwo autor lub autorka prowadzą czytelników przez równoległe światy. Jednen z nich to postapokaliptyczna wizja Tokio - miasta opanowanego przez tajemniczy wirus, który zamienia ludzi w zombie i w którym eksperymenty biomechaniczne na ciele ludzkim nie są wcale czymś szczególnym. Drugi i trzeci świat to dzicz, w której jak można się domyśleć, inna wersja Keichi jest zabójcą rozmaitych drapieżników. Jeszcze inny to świat aniołów będący tylko nieco lepszą wersją utopijnego i odhumanizowanego mega korporacyjnego świata. W tym boskim świecie wypełnionym emanacją dokonuje się np. kontroli urodzin. Nadmiar ludności się po prostu tępi, a litość i współczucie to raczej słowa zachowane na bardzo szczególne okazje. I tylko dla wybranych aniołów.
Jakie można mieć refleksje po przeczytaniu „Tokijskiego piekła”? Z całą pewnością raczej dalekie od bardzo przyjemnych. Wizja, którą oferuje nam autor/autorka, to świat pełen przemocy, bólu; uznania kobiet za bezwartościowe, biologiczne inkubatory; za nic nie warte, nawet jeśli szybko zginą. A na pewno nie służące sprawie, jaką może być ukaranie niewiernych bądź życie w idealnym anielskim świecie. Najbardziej ciepły i emocjonalny jest główny bohater oraz jego krewni. Miłość Keichego do Hotaru jest tym, co go napędza. Nawet jeśli ma w sobie prastarego wamipra i demona pod ręką. Mimo to losy pary bohaterów są dalekie od romantycznych opowieści ze skraju różnych galaktyk. To krwawa podróż w dalekie światy, gdzie prawie nikt nie znajduje ulgi ani tym bardziej upragnionej ucieczki.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
MamNishi , „Tokijskie piekło”, Novae Res, Gdynia, 2018 r.
Komentarze