„Totalna magia” – recenzja

Recenzja książki „Totalna magia”.
Klątwa rzucona na rodzinę Owenów daje o sobie znać w kolejnym pokoleniu.

W „Totalnej magii” Alice Hoffman wraca, by opowiedzieć nam historię osieroconych sióstr z tajemniczej rodziny, obdarzonej niesamowitym darem.

Sally i Gillian w poprzedniej części utraciły swoich rodziców i trafiły pod dach ekscentrycznych ciotek. Wychowywane w dosyć niekonwencjonalny sposób z dala od ludzkich spojrzeń, siostry od początku nie były akceptowane przez rówieśników, przekonanych, że panny Owen nie są do końca normalne. Magiczne dziedzictwo i ciężar wyjątkowości sprawiły, że dziewczyny nie akceptowały zarówno siebie, jak i swojego dziedzictwa, każda na inny sposób.

Rozsądna i na wskroś praktyczna Sally skoncentrowana była przez całe życie przede wszystkim na próbach zachowania choćby pozorów normalności. Mężatka i matka,  zdawałoby się, że zwyczajna dziewczyna. Jej skrajne przeciwieństwo, Gillian - szalona i nieprzewidywalna, trzpiotka bardzo podobna do swojego dziadka - przez całe życie czerpała z niego pełnymi garściami. Obie opuściły dom ciotek, starając się, każda na swój sposób, zapomnieć o klątwie i wiążącym się z nią losem. Jednak pewne tragiczne wydarzenie sprawia, że siostry muszą połączyć swoje siły…

Po raz kolejny Alice Hoffman opowiada historię, w której pod płaszczykiem magii i czarów przemyca opowieść o więzach rodzinnych, wyalienowaniu i potrzebie miłości. Jej bohaterki potrafią dokonywać niezwykłych rzeczy, ale przede wszystkim są kobietami spragnionymi akceptacji i miłości, szukającymi swojego miejsca na ziemi. Trudna przeszłość powoduje, że są równie silne, co poranione. Pisarka znakomicie przedstawia skomplikowane relacje łączące dwie siostry, które kochają się nad życie, ale czasami nie potrafią zupełnie się porozumieć.

Proza amerykańskiej pisarki nie każdemu przypadnie do gustu: to historie pisane emocjami, klimatem. Nieśpiesznie malowane obrazki, pełne obrazowych scen, nastawione na wywoływanie określonych uczuć. Nie ma tutaj miejsca na spektakularne zwroty akcji, pędzącą na łeb i szyję fabułę czy też wielowątkową narrację. Jeżeli jednak ktoś zostanie raz kupiony przez opowieści snute w ten sposób, zostanie fanem Hoffman na zawsze.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Alice Hoffman, „Totalna magia”, Albatros, Warszawa 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat