Jako że interesuję się II wojną światową, także tematyka powstania warszawskiego jest mi bliska. Nie mitologizuję go jednak, więc do wielu książek na ten temat podchodzę sceptycznie. Po tę sięgnęłam bez uprzedzeń, ale i bez żadnych większych oczekiwań. Po prostu lekko zaciekawiona, co tu jeszcze, do i tak pokaźnego zbioru tytułów, można dodać.
„Tragedia 63 dni” to niepublikowany pamiętnik z powstania warszawskiego autorstwa Janusza Patalonga ze wstępem Adama Węgłowskiego. Jest to szkic wypadków, jakie rozgrywały się w Warszawie w sierpniu i wrześniu 1944 roku, a jakich autor był współuczestnikiem. Stały kontakt zarówno z żołnierzem powstania, jak i ludnością cywilną, przeżycia i obserwacje własne z jednej, a prasa i informacje ze sztabu AK z drugiej strony.
Książka została napisana trochę po żołniersku, mimo że jej autorem nie jest żołnierz. Chodzi jednak o pewien dystans, chwilami niemal brak emocji. Autor w dużej mierze przedstawia suche fakty. Bez wielkich emocji, które chwytałyby za serce. To uważam za plus, ponieważ można się sporo dowiedzieć bez poczucia, że ktoś nam na tych emocjach próbuje specjalnie sztucznie zagrać. Podejście autora wydaje się bardzo prawdziwe – potrafię sobie wyobrazić, że po latach właśnie tak wygląda opowieść o takich przeżyciach. Całość przypomina spokojną opowieść człowieka, który naprawdę wiele widział.
Jak to wspomnienia, oczywiście nie jest to tekst obiektywny, a nastawienie do wielu kwestii zostało mocno zaznaczone. Nie zaburzyło to jednak walorów informacyjnych o tym, jak funkcjonowało AK i cywile w czasie walk, jak zorganizowana była poczta. Relacja z przebiegu starć w porządku chronologicznym świetnie oddawała nastroje panujące wśród ludności. Początkowy entuzjazm, późniejsze rozczarowanie, zawód – wszystko to czuć bardzo mocno. Podobało mi się, że nie pominięto trudnych wątków takich jak: rola kobiet, błędy (np. beznadziejna organizacja zrzutów zaopatrzenia) czy brak pomocy armii ZSRR.
Prosty język z oryginalną pisownią doskonale wprowadził w klimat wydarzeń. Nic dziwnego, skoro Patalong był redaktorem podziemnego pisma SN „Walka”. Wiedział, na co w swojej książce położyć nacisk, co zaakcentować, co zostawić bez większego komentarza. Równie sprawnie napisany został wstęp Węgłowskiego. Dał trochę do myślenia, acz nie wpłynął zbytnio na odbiór całości.
Książka obfituje w wiele szczegółów na temat powstania, więc jest to lektura dla osób, które podstawową wiedzę historyczną już posiadają. Nie jest to ckliwa opowieść przypominająca powieść fabularną z gonitwą emocji, a literatura faktu. Mnie to przekonało i szczerze polecam książkę wszystkim, którzy interesują się tematyką II wojny światowej i przebiegiem powstania warszawskiego. Czytałam wiele wspomnień z powstania warszawskiego - powstańców, jak i cywilów, w których mocno czuło się emocje autorów. „Tragedia 63 dni” wydała mi się poniekąd trochę inna od tego wszystkiego, ponieważ autor tych wspomnień sprawiał wrażenie jakby trochę obok jednych i drugich.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Janusz Patalong, „Tragedia 63 dni”, Skarpa Warszawska, 2024.
Komentarze