„Traktat o higienie” – recenzja

Recenzja książki „Traktat o higienie”.
Aktualny, uporządkowany chronologicznie zbiór opowiadań o intrygującym doktorze Skórzewskim...

Nawet nie wiem, od czego zacząć tę recenzję. Ta książka to było dla mnie doświadczenie na wielu różnych poziomach.

Najpierw przyciągnęła mnie okładka. Tak, wiem, że nie należy po niej oceniać książki, ale przy tym wydaniu wprost nie da się od tego powstrzymać. Twarda oprawa, doskonałe kolory – khaki, złoto i czarno-biała postać w centrum. Barwione brzegi – arcydzieło! I bardzo satysfakcjonujące grzbiet i wklejka. A w środku niezwykle klimatyczne ilustracje i wydanie z dbałością o najmniejsze szczegóły. Wystarczy spojrzeć na tę książkę i już wiadomo, że to będzie prawdziwa perełka w domowej biblioteczce.

Potem naturalnie przyszedł czas na treść. Wierzcie lub nie, nigdy wcześniej nie czytałam niczego autorstwa Andrzeja Pilipiuka. Zupełnie więc nie wiedziałam, czego po „Traktacie o higienie” się spodziewać. Książka stanowi zbiór opowiadań, które łączy postać doktora Skórzewskiego (bohatera, który pojawiał się w Światach Pilipiuka). Był to lekarz, któremu przyszło żyć w niewątpliwie ciekawych czasach – na przełomie XIX i XX wieku, czyli wówczas, gdy rozgrywały się najważniejsze w historii współczesnej wydarzenia. W tak wymagających czasach postać głównego bohatera po prostu nie mogła być banalna. I tu moje najszczersze pokłony dla autora. Doktor Skórzewski to tak doskonale niedoskonały bohater, targany wątpliwościami, popełniający błędy, ale też dążący do tego, by jak najlepiej wykorzystać swoją wiedzę medyczną, ambitny i nieustępliwy. Każde z opowiadań powoli odsłaniało mi kolejny fragment tej postaci: autor wrzucał go w wydarzenia trudne do ogarnięcia, stawiał przed nim dylematy, pokazywał to, jak dorastał, dojrzewał, starzał się. A historia i medycyna niezmiennie nam w tej podróży bohatera towarzyszą. I są niemniej ważnymi bohaterkami zbioru.

„Traktat o higienie” ma formę opowiadań. Zostały one ułożone chronologicznie, więc nie odczuwa się tego, że mierzymy się z opowieścią liczącą niemal tysiąc stron. Tak, doktora Skórzewskiego można sobie dawkować, choć to rozwiązanie wymaga sporo samodyscypliny, gdyż te opowiadania czyta się jak powieść. Sposób narracji, przedstawiania nam świata, łączenie poszczególnych wątków niezwykle mi się podobały. I choć nie wszystkie opowiadania nazwałabym swoimi ulubionymi, to jednak żadnego z nich nie mogłabym wskazać jako słabego czy niepotrzebnego. Bardzo wyrównany, wysoki poziom literacki z kilkoma wyróżniającymi się bardzo na plus opowieściami.

Mimo że nie znałam wcześniej książek, z których doktor Skórzewski się wywodzi, w najmniejszym stopniu nie odbierało mi to przyjemności z lektury. W jednym z opowiadań nasz bohater wspomina, że (tu parafrazuję, bo nie zaznaczyłam sobie tego fragmentu, a odnalezienie go  w takiej liczbie stron, zajęłoby mi z pewnością dłuższą chwilę) chciałby zaszyć się gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc, by móc czytać przez całe dnie. Bardzo to ze mną rezonowało podczas lektury tej książki.

Poznanie doktora Skórzewskiego było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Fani twórczości Andrzeja Pilipiuka z pewnością zachwycą się tą pozycją. A czytelnikom, takim jak ja, nie pozostaje nic innego, jak tylko sięgnąć po inne książki autora, by raz jeszcze zagłębić się w ten fascynujący świat.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Andrzej Pilipiuk, „Traktat o higienie: dzieje doktora Skórzewskiego”, Fabryka Słów, Warszawa, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat