Maja, a właściwie Maria, od kilku lat żyje ze wcześnie poślubionym mężem na odległość – ona w Polsce, łapiąc tymczasowe, niezwiązane z jej zawodem prace, on zaś w Szwecji, gdzie wyjechał tylko na kilka miesięcy – i nadal nie wrócił. Pewnego dnia przyjaciółka Mai, Monika, rezerwuje dla nich dwóch pobyt w Hirszu, w pensjonacie u zaprzyjaźnionej gospodyni. Zrządzeniem losu w to samo miejsce przyjeżdżają również Kuba i Paweł – dwaj przyjaciele, który wybrali się na wycieczkę motorami, aby odpocząć od otaczającej ich rzeczywistości. Kilka dni na Mazurach zupełnie zmieni życie tej czwórki, o tym jednak nie dowiedzą się od razu. Los bowiem bywa również przewrotny…
Książka Magdaleny Kołosowskiej od pierwszych linijek zachwyciła mnie stylem; był dokładnie taki, jaki lubię – lekki, żartobliwy, pełen dwuznaczności, a jednocześnie trafiający do serca. Z pewnością to właśnie on kilkakrotnie wywołał salwy śmiechu, zupełnie niezrozumiałe dla mojego otoczenia. I taka jest cała ta książka. Mimo ukrytego cierpienia, które jednak spowszedniało, bo każda z nas kiedyś czuła coś podobnego jak bohaterowie książki, pełno jest tutaj nadziei, radości oraz wiary w to, że aby cokolwiek zmienić, wystarczy zrobić krok do przodu i wyjść ze swojej strefy komfortu. A czasem po prostu wyjść z domu. Bohaterów poznajemy zarówno z perspektywy innych osób, jak również i ich samych.
Autorka w formie pierwszoosobowej narracji dała głos wszystkim, tak aby mogli opisać swoje życie z własnej perspektywy – a potem zestawiła ich punkt widzenia ze zdaniem innych, abyśmy mogli sami zdecydować, kto w tym sporze ma rację. Nie ma tutaj specjalnej intrygi, pełno jest natomiast… rzeczywistości. Monia i Maja są trzydziestolatkami, jakich pełno dookoła. Paweł i Kuba również nie odbiegają specjalnie od znanego nam schematu. Wszystko u nich toczy się w taki sposób, że moglibyśmy stwierdzić, że czytamy o swoich znajomych, sąsiadach – czy o nas samych.
Intrygę w książce zastępuje zdecydowanie los. Przypadkowa decyzja o ślubie, przypadkowe spotkanie, przypadkowa bliskość z kimś nieznanym – ale również zupełnie przypadkowe koleje losu, które sprawiają, że bohaterowie tracą siebie z widnokręgu. Książka Magdaleny Kołosowskiej w bardzo prosty sposób przekonuje nas o tym, że wszyscy popełniamy błędy i wszyscy tracimy cząstkę siebie, kiedy staramy się spełniać czyjeś oczekiwania. Czy jednak warto je spełniać, skoro przestajemy być powoli sobą? Czy faktycznie trawa jest bardziej zielona u sąsiada, czy może po prostu ulegamy znudzeniu, patrząc na własny trawnik ze złej perspektywy?
Książkę „Trawa bardziej zielona” mogę polecić każdej kobiecie, która zastanawia się, czy wybrała dobrą ścieżkę w swoim życiu. Pozwoli odetchnąć, zrozumieć pomyłkę, ale również utwierdzić się w przekonaniu, że intuicja podpowiada słuszne rzeczy. Zdecydowanie to jedna z najbardziej pogodnych książek, które w ciągu ostatniego pół roku wpadły mi w ręce.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Magdalena Kołosowska, „Trawa bardziej zielona”, Łódź, Wydawnictwo Feeria, 2016
Komentarze