Beata Pawlikowska w swojej czwartej książce z cyklu „W dżungli podświadomości” próbuje przekonać, że można.
Beata Pawlikowska jest jedną z najbardziej znanych polskich podróżniczek, fotografem i tłumaczką. W Radiu Zet prowadzi cotygodniową niedzielną audycję „Świat według Blondynki”. Jest również pisarką, na rynku wydawniczym istnieje wiele książek podróżniczych, językowych i motywacyjno-coachingowych jej autorstwa.
„Trening szczęścia” powinna przeczytać osoba, która ma już poprzednie części cyklu „W dżungli podświadomości” za sobą. Jest to bowiem książka, w której znajdziemy wiele skrótowych odniesień i nawiązań do każdej poprzedniej. Bez ich przeczytania, ta część wyda się dziwna, a czytelnik nie do końca zrozumie, o co w niej chodzi.
Bo „Trening szczęścia” jest książką z ćwiczeniami do pracy nad sobą. Pawlikowska dużą rolę przykłada w niej do tego, by czytelnik dzięki wielu ćwiczeniom, wykonywaniu ich codziennie i powtarzaniu na głos zmienił siebie. By umiał rozróżniać fałszywe kody, które przesyła nam podświadomość, przyznał, że myśli i emocje, jakie posiada w danej sytuacji powstają właśnie z nich. A następnie wyćwiczył swoje myśli tak, by zamienić fałszywe kody na prawdziwe i pozytywne.
Ćwiczeń w książce jest naprawdę sporo i, choć są do siebie podobne, pojawiają się co kilka rozdziałów. Po co? Beata Pawlikowska twierdzi, że umysł tak jak np. mięśnie (tzw. pamięć mięśniowa) można wyćwiczyć, z biegiem czasu, spowodować by pojawiające się fałszywe kody zostały przez nas natychmiast zamieniane w te prawidłowe. Bądź by „złe”, „nie nasze”, „obce” myśli nigdy nie przychodziły nam do głowy.
Ale „Trening szczęścia” to nie tylko ćwiczenia, a spora dawka pozytywnej energii i motywacji od autorki. W książce przeczytamy trochę o zdrowym egoizmie i stawianiu siebie na pierwszym miejscu, o tym, do czego „mamy prawo”, czy o tym, by polubić, a nawet pokochać siebie, stać się swoim najlepszym przyjacielem. Beata Pawlikowska pokazuje, że szczęścia nie możemy odnaleźć w przyszłości, jeżeli nie umiemy być wdzięczni za to, co mamy teraz. Że pozytywne patrzenie na otaczających nas ludzi i świat, bycie odważnym i życzliwym może nam to szczęście przynieść. Dobrze poczuć się możemy również przez kontakt z Bogiem. I nie ma tu mowy o Bogu w kontekście konkretnej religii, ale Bogu ogólnie. Jako o bycie, z którym można rozmawiać, do którego można się modlić, któremu ufać i w którym pokładać nadzieję.
Czy „Trening szczęścia” pozwoli na osiągnięcie szczęścia? Być może. Jest to przecież pojęcie, które dla każdego oznacza coś innego. Niewątpliwie jednak książka jako uzupełnienie pozostałych jest warta przeczytania i przećwiczenia wraz z Pawlikowską.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Beata Pawlikowska, „Trening szczęścia”, Warszawa, Wydawnictwo Burda Książki, 2014
Komentarze