„Troje na huśtawce” - recenzja

Recenzja książki „Troje na huśtawce”.
„Troje na huśtawce” - przyjemna lektura na zimowy wieczór czy całkowita strata czasu?

Czy powieść dla kobiet może być lekka i zabawna, tak by nie wpaść w pułapkę tendencyjnej i przewidywalnej? Czy da się napisać nietypowy romans bez sztampowych bohaterów i przewidywalnego końca? Piękna okładka i wypadające z książki płatki piwonii miło mnie zaskoczyły, jednak jej treść niekoniecznie.

„Troje na huśtawce” to historia przedstawiona w formie chaotycznych zapisków z pamiętnika Korali. Koralia ma nieco ponad czterdzieści lat i mimo upływu lat nie potrafi do końca odnaleźć się po rozwodzie. Jej życie kręci się wokół mało zajmujących zadań, pracy przedszkolanki oraz przyjaciółki Aurelii i jej syna Tytusa. Kobieta od momentu poznania swojej przyjaciółki przejawia wręcz nieco niezdrowe, obsesyjne zainteresowanie jej osobą. Na początku jako dziecko biernie ją obserwuje, a potem zostaje niańką dla jej syna. Od tej pory rozpoczyna się między nimi przyjaźń, choć jest ona mocno oparta na fascynacji Aurelią. Ostatecznie Koralia zaczyna się łapać na coraz większym zainteresowaniu Tytusem, które szybko prowadzi do romansu czterdziestolatki z młodszym o kilkanaście lat chłopakiem.

Natasza Socha ma dość ciekawy styl literacki; fabuła przetkana jest wieloma dowcipnymi wtrąceniami, jednak niestety im dalej w karty książki, tym staje się mniej zabawnie i dość nudno. Spodziewać się można było, że romans z młodszym mężczyzną nada powieści bardziej intensywnego i emocjonującego biegu, ale jednak tak się nie dzieje. Książka w dużej mierze skupia się na przemyśleniach w stylu „bardzo chcę, ale nie powinnam”, którym główna bohaterka oddaje się na milion sposobów. Rozumiem, że zamysłem autorki było odzwierciedlenie emocji Korali, ale ostatecznie sprawiło to, że główna bohaterka jest nudna i wręcz nieco irytująca.

Narracja jest prowadzona sprawnie i książkę czyta się całkiem szybko, ale mimo tego nie mogę powiedzieć, żeby „Troje na huśtawce” mi się podobało. Owszem, doczytałam ją do końca, ale jedynie ze względu na pragnienie dotarcia w końcu do momentu, w którym akcja się ożywia. Okazało się jednak, że taki moment w książce nie następuje. Nawet docelowy moment kulminacyjny nie przynosi czytelnikowi żadnych emocji, podobnie jak nijakie zakończenie.

„Troje na huśtawce” to średnia, nijaka powieść, która raczej nie zapada w pamięć. Brak w niej czegoś szczególnego; czegoś co by wyróżniło ją od wielu podobnych tytułów. Bohaterowie nie wzbudzają sympatii; są trywialni i nijacy. Podobał mi się humor autorki, pierwsze strony obfitowały w zabawne wtrącenia i szkoda, że pojawiały się potem coraz rzadziej.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)

Natasza Socha, „Troje na huśtawce”, Edipresse Polska, Warszawa, 2018



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat