Sharon Maas w książce „Hinduskie zaślubiny” z niezwykłą precyzją poprowadziła trzy, zdawałoby się odrębne, historie Nata, Saroj i Savitri, by spleść ich losy wspólną nicią. Dodatkowo umieściła postaci w odrębnych miejscach, a nawet kontynentach: Gujanie w Ameryce Południowej (akcja rozgrywa się, gdy Gujana należy jeszcze do Wielkiej Brytanii jako jej kolonia), w Azji – a więc rzecz jasna w Indiach oraz w ogarniętym wojną Singapurze, nie ominęła również Europy, a ściślej rzecz ujmując Londynu. Interesująca wydaje się sama kompozycja powieści, pisarka bowiem płynnie operuje czasem, przemieszczając subtelnie swoich bohaterów. Zastosowanie retrospekcji zmusza nas do intelektualnego wysiłku (bez obaw nie jest on nadmierny, natomiast wystarczający, by uznać tę książkę za naprawdę ciekawą).
Z całą pewnością „Hinduskie zaślubiny” nie są typowym romansidłem. Miłość (w głównej mierze ta zakazana) owszem nabiera tutaj priorytetowego znaczenia, jednakże nie została ona ukazana w sposób banalny i sielankowy. Stanowi niewątpliwie trzon opowieści, nie przysłaniając jednak pozostałych wątków, których jest wiele. Szczególnie warto zwrócić uwagę na ten dotyczący poszukiwania własnej tożsamości przez dorastającą dziewczynę – Saroj. Bunt typowy dla nastolatki nabiera tutaj znamiennego znaczenia, albowiem wiąże się z odrzuceniem korzeni rodzinnych i wyrastających z nich powinności.
Znakomicie zresztą Sharon Maas naszkicowała ogólny portret Hindusek. Z jednej strony ukazała pewną typową dla nich, aczkolwiek narzucaną przez religię i tradycję, cechę, a mianowicie uległość oraz powiązaną z nią niejako bierność, polegającą na bezwolnym poddawaniu się woli innych, tj. członków rodziny płci męskiej – ojca, a później męża. Najistotniejszą sprawą dla ojca dziewczynki pozostaje znalezienie córce męża i to już w wieku 16 lat, a czasem i wcześniej. Aranżowane małżeństwa niestety święcą swe triumfy po dziś dzień, a opinia tego przecież jeszcze dziecka nie ma tu żadnego znaczenia. Przy czym brutalność i argumenty tzw. pięści, skutecznie niwelują ewentualny opór. Przemoc domowa – bicie, gwałty, to częstokrotnie „naturalny” element egzystencji żeńskiej części tego azjatyckiego kraju (nie wiem czy w dalszym ciągu, oby nie, ale w opisywanym na łamach książki okresie miało to miejsce). Analizując tego typu przypadki, za każdym razem dziękuję losowi, że urodziłam się w europejskim, demokratycznym kraju, gdzie moje zdanie i co za tym idzie prawa, w zasadniczym stopniu oddziałują na kształtowanie się mego życia.
W trakcie lektury można odkryć także i drugie oblicze Hindusek – ich ogromną wewnętrzną siłę, zdolną pokonać wszelkie przeciwności i problemy. Inspirujący jest aspekt związany z umiejętnością tamtejszych kobiet do upiększania nie tylko siebie, ale i całego rozpościerającego się wokół nich otoczenia, w tym mieszkania, czy przyrządzanych potraw. Zawsze zastanawiałam się w jaki sposób one tego dokonują? Otóż między słowami autorka uchyla rąbka tajemnicy. Nie będę więc ukrywać, że po przeczytaniu „Hinduskich zaręczyn” dopadła mnie nieodparta pokusa, by stać się tak piękną, jak mieszkanki Indii i nie zdziwię się jeśli inne czytelniczki ogarnie podobne pragnienie. Nie ulega żadnym wątpliwościom, że my Polki mamy zupełnie inny typ urody. Niemniej jednak takie zabiegi, jak przykładanie większej staranności do zabiegów pielęgnacyjnych, codziennego makijażu, szczotkowania włosów itp. z powodzeniem możemy (i powinnyśmy) stosować. Wszystkich sekretów nie zdradzę, trzeba sięgnąć po książkę. Dodam jedynie, że ponoć nie wymaga to dodatkowych nakładów czasu (którego zawsze mamy deficyt), pod warunkiem, że powyższe czynności wykonujemy z miłością. Co dla niecierpliwych złośnic może okazać się trudne, ale wykonalne.
Książka, mimo że liczy aż 775 stron, to ani przez chwilę nie wydaje się nużąca. Wręcz przeciwnie – w ogóle się wspomnianej ilości nie odczuwa, gdyż „Hinduskie zaślubiny” są tak wciągające, że nie można się od nich oderwać. To właśnie jedyny minus tej pozycji – groźba zarwania nocy, przekładająca się z kolei na ciężki poranek.
Polecam tę pozycję jako intrygującą podróż po egzotycznych krajobrazach, pozwalającą oderwać się od szarych, ponurych, listopadowych, polskich realiów.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Sharon Maas, „Hinduskie zaślubiny”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze