Basia taki wybór ma już jednak za sobą, a my jesteśmy świadkami jej zmagań z samą sobą.
Nim na świat przyszło trzecie dziecko, Basia była świetną i szalenie teraz modną wedding plannerką. Nastoletnie córki pozwalały jej łączyć sferę rodzinną z zawodową. Pojawienie się kolejnego dziecka nieco zburzyło ten porządek. Do tego doszły problemy z przyzwyczajeniem się do życia w Anglii. I choć na pozór wydaje się, że Basia akceptuje taki stan rzeczy, nagle coś w niej pęka i rezygnuje z rodzinnego urlopu na rzecz samotnej wyprawy. Właściwie to prawie samotnej, bo zabiera ze sobą synka. Wycieczka ta, trafienie do pensjonatu Charoll i wszystkie przygody, które mają tam miejsce sprawiają, że bohaterka odbywa podróż w głąb siebie. Chce znów zacząć żyć, pozwalając sobie na realizację własnych planów.
Autorka, niestety, całą tą historię, która zapowiadała się ciekawie, przedstawiła, krótko mówiąc nudno. Całą książkę, strona po stronie, czekałam, aż coś się zacznie dziać, akcja przyspieszy, a emocji będzie co niemiara. Wraz z ostatnią stroną, przekonałam się, że czekałam na darmo. Mało wyraziste postaci, nieco spłycone rozterki i wątki poboczne, które zasługiwały zdecydowanie na rozwinięcie. Znacznie ciekawsza była choćby tajemnicza, choć też nieco przykrótka skrywana historia kuzynki Joli czy fascynacja Basi nowo poznanym mężczyzną, niż cała reszta. Szkoda, że autorka tak mało z nich wycisnęła. Naprawdę, szkoda.
Książka zapewne spodoba się miłośniczkom ciepłych opowieści, ale jeśli ktoś szuka w lekturze emocji i stroni od pojawienia się uczucia straconego czasu po skończeniu lektury, powinien skierować swoją czytelniczą pokusę gdzie indziej.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Anna Łajkowska, „Pensjonat na wrzosowisku”, Damidos
Komentarze