Marta, Bożenka i Jolka zdawały maturę prawie 30 lat temu. Kiedyś bliskie przyjaciółki, obrały różne drogi życiowe i na wiele lat straciły kontakt. Na szczęście powrót Olimpii – dawnej koleżanki z klasy – sprawia, że cztery panie w średnim wieku decydują się odnowić przykrytą nieco patyną znajomość. Zaproszenie do Portugalii od cudownie odzyskanej po latach Olimpii mobilizuje do podjęcia wyzwania wielkiej wyprawy skromną bibliotekarkę po rozwodzie Martę, matkę Polkę i kurę domową Bożenkę oraz szaloną artystkę po licznych romansach Jolkę.
Każda z bohaterek ma własną, indywidualną historię, właściwe sobie cechy charakteru i elementy życiorysu. A jednak te trzy szalone panie przed pięćdziesiątką podejmują wyzwanie i postanawiają przygotować się solidnie do podróży samochodem na Półwysep Iberyjski. W tym celu decydują się wykonać kilka „wypraw próbnych”, by nauczyć się radzić sobie z różnego rodzaju nieprzewidywalnymi sytuacjami i nie być zmuszonymi w przyszłości polegać na mężczyznach. Niestety, już pierwsza wyprawa kończy się awarią samochodu. Kolejne próby udowodnienia sobie, że potrafią zorganizować perfekcyjną podróż, kończą się wyjątkowymi przygodami.
W książce „Trzy panie w samochodzie, czyli sekta olimpijska” wszystko jest łatwe, lekkie, przyjemne i... pełne humoru. Małgorzata Thiele – autorka książki – z wykształcenia jest polonistką, która przez wiele lat uczyła języka polskiego w jednym z renomowanych szczecińskich liceów, bardzo przypomina główną bohaterkę i narratorkę powieści – Martę. Kobieta, która zadebiutowała w wieku 50+, również postaciom ze swojej książki dała możliwość resetu życia w średnim wieku. I chociażby z tego względu warto sięgnąć po tę niezwykle przyjazną lekturę. Nie ma ograniczeń wiekowych, jeśli tylko czujemy, że jeszcze wiele możemy w życiu osiągnąć, wielu rzeczy spróbować. Niezależnie od tego, czy zmiana zostaje wymuszona przez czynniki wewnętrzne, czy jest efektem dojrzenia do podjęcia realnych działań, ważne jest to, by mieć odwagę rzucić światu wyzwanie i podjąć ryzyko.
Oczywiście, jako debiutantce Małgorzacie Thiele nie udało się uniknąć poważnych niedociągnięć. Przede wszystkim można wysunąć zarzut pewnej infantylności. Być może ze względu na różnicę wieku między mną a bohaterkami książki trudno mi wyobrazić sobie pijane pięćdziesięciolatki, które plotkują o tym, który facet jest przystojny. Nie chcę przez to powiedzieć, że panie w średnim wieku nie mogą zachowywać się jak rozszczebiotane nastolatki. Jak najbardziej mają do tego prawo, tym bardziej w obecnych czasach, gdy granica wieku średniego się przesunęła i dziś przestają szokować pięćdziesięcioletnie panny młode. Być może to arogancja młodości, ale nie chciałabym widzieć mojej mamy – rówieśniczki Marty, Bożenki i Jolki – w podobnych sytuacjach, w jakie wpakowały się bohaterki Thiele.
„Trzy panie w samochodzie, czyli sekta olimpijska” to bardzo lekka książeczka, którą w ciepły, letni dzień można przeczytać na świeżym powietrzu, wystawiając na słońce blade po zimie nogi. Niezwykle pozytywna powieść, podczas czytania której niejednokrotnie można się uśmiechnąć. Nie spodziewajcie się głębokich przemyśleń, wartościowych analiz czy wywodów filozoficznych. To taka babska paplanina, której jednak przyjemnie się słucha, niezależnie od tego, czy jest się w wieku bohaterek, czy raczej w wieku ich córek.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Małgorzata Thiele, „Trzy panie w samochodzie, czyli sekta olimpijska”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2014
Komentarze