Aurora Teagarden, którą czytelnicy mogą kojarzyć z poprzednich książek z serii, stawia swoje pierwsze kroki w handlu nieruchomościami, wiążąc się z firmą swojej matki, czołowej agentki nieruchomości w Lawrenceton. Początki jej kariery są jednak raczej niewesołe – podczas oprowadzania klienta po wystawionym na sprzedaż domu, w głównej sypialni odnajduje zwłoki pracownicy konkurencyjnej firmy. Niedługo potem w podobnych okolicznościach ginie kolejny pracownik z tej samej branży, okazuje się również, że w prezentowanych domach dochodzi do licznych kradzieży. Trudno jednak stwierdzić, które wydarzenie bardziej zmieniają życie Roe – odkryte zbrodnie czy poznanie przystojnego, tajemniczego Martina Bartella…
Ciekawość i zamiłowanie do trudnych, tajemniczych morderstw, a także chęć oczyszczenia pracownika matki z zarzutów sprawia, że Aurora nie zostawia sprawy w rękach policji, a wszczyna własne, amatorskie śledztwo, które – jak można się domyśleć – przyniesie wymierne efekty. Dużą rolę w dochodzeniu odegra jej spostrzegawczość oraz… poskładane chusteczki!
Wydawać by się mogło, że „Trzy sypialnie, jeden trup”, trzecia po „Prawdziwych morderstwach” i „Kościach niezgody” część serii autorstwa Charlaine Harris, to kryminał. Oczywiście, wątek morderstwa jest prowadzony przez całą książkę, ale szybko zostaje przysłonięty przez sercowe problemy głównej bohaterki. Napięcie i oczekiwanie, które zazwyczaj towarzyszy mi przy czytaniu książek tego gatunku, w przypadku tej pozycji niemalże nie istnieje. Brakuje dreszczyku emocji i nerwowego przewracania kolejnych stron, by odkryć kto i dlaczego zabił, kto będzie następną ofiarą. Mniej więcej w połowie książki zorientowałam się, kto jest mordercą, a ostatnie strony tylko potwierdziły moje przypuszczenia. Jeśli mam oceniać „Trzy sypialnie, jeden trup” jako kryminał, nota będzie bardzo niska, bo „kryminału w kryminale” mamy tu niewiele. Zresztą, podobnie niską ocenę muszę wystawić za wątek romansowy, który moim zdaniem jest tak sztuczny i przerysowany, że aż śmieszny. Trzeci tom przygód Aurory Teagarden nie porwał mnie na tyle, żebym chciała sięgnąć po poprzednie lub kolejne części; plusem serii jest fakt, że nie trzeba znać wcześniejszego tomu, by połapać się w akcji.
Jeśli macie ochotę na lekką, niezapadającą w pamięć lekturę, mogę polecić wam nową powieść Charlaine Harris, z zastrzeżeniem jednak, że to bardziej romans ze zbrodnią w tle, niż kryminał w klasycznym tego słowa rozumieniu. Mnie nie rozczarowała, ale tylko dlatego, że podejrzewałam, że właśnie tego można oczekiwać po autorce, która stworzyła postać Sookie Stackhouse – bohaterkę niezwykle popularnej, ale przeznaczonej dla osób w przedziale wiekowym 14-18, serii. Obawiam się, że starsze czytelniczki mogą być rozczarowane trzecią częścią serii o Aurorze Teagarden, ale jeśli okaże się inaczej, może ucieszyć je fakt, że w przygotowaniu jest już kolejna część - „Dom Juliusów”.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
Charlaine Harris, „Trzy sypialnie, jeden trup”, Zakrzewo, Replika, 2014
Komentarze