Jay Asher to czterdziestoletni amerykański pisarz, autor dwóch książek dla młodzieży. Obie zostały przetłumaczone na język polski, jednak to „Trzynaście powodów” – pierwsza z nich, oryginalnie wydana w roku 2007 – przyniosła mu sławę, stając się bestsellerem „New York Timesa”. Druga nosi tytuł „The Future of Us”, po polsku „Ty, ja i fejs”, a na rynku ukazała się w roku 2011. Dla osób, które zakochają się w powieściach, może to być dobry znak. Jeśli dwie pierwsze książki dzieliły cztery lata, może niedługo ukaże się trzecia.
Po „Trzynaście powodów” sięgnęłam tuż po przeczytaniu „Wszystkich jasnych miejsc”, które mnie oczarowały. Nie chcąc burzyć nastroju przez nie zbudowanego, liczyłam, że powieść Ashera zaskoczy mnie równo mocno, a do tego wyciśnie z oczu łzy, dotknie serca. Niestety, tak się nie stało. Choć pierwsze rozdziały rokowały bardzo dobrze, z każdym kolejnym szansa na przeżycie czegoś... chciałam napisać „doniosłego” czy „prawdziwego”, ale po przeczytaniu całości muszę zaznaczyć, że książka powinna dostarczać jakichkolwiek emocji. Strachu, złości, smutku, radości. Obojętność i znudzenie są najgorsze. Zacznijmy jednak od początku.
Tegoroczną przygodę z tematyką samobójstw wśród młodzieży zaczęłam od „Plagi samobójców”, która jest powieścią sci-fi, później zaś trafiłam na realistyczne i poruszające, wspomniane już „Wszystkie jasne miejsca”. Stopniowo przenosiłam się do szarego i pesymistycznego świata, gdzie młodzi ludzie nie radzą sobie z problemami i jedynym wyjściem wydaje im się być odebranie sobie życia. Ponieważ przygnębiająca tematyka rewelacyjnie wpisywała się w porę roku i pogodę za oknem, pełna nadziei na utrzymanie klimatu rozpoczęłam przygodę z „Trzynastoma powodami”. Jest to historia młodej dziewczyny, Hannah, która już na wstępie nie żyje. Przyczyny samobójstwa upatruje w trzynastu osobach, które poznała przez ostatni rok, dlatego przed śmiercią nagrywa dla nich kasety z wyjaśnieniem. My – czytelnicy – zamieniamy się w słuchaczy, towarzysząc jednemu z bohaterów nagrań, Clay’owi. Ponieważ jego reakcje na słowa martwej dziewczyny są gwałtowne i pełne bólu: co chwilę wciska pauzę, by się uspokoić, płacze, nie jest w stanie jeść, czuje złość i tak dalej, sądziłam, że Hannah spotkało coś naprawdę okropnego. Zaczęłam jej współczuć, czekając, aż nastąpi ten przykry moment, który pozwoli mi zmierzyć się z moimi własnymi uczuciami. Zalążek smutku jednak, zamiast rosnąć, malał, ustępując miejsca znudzeniu. Im więcej rozdziałów było za mną, tym silniejsze miałam wrażenie, że nic się nie wydarzy, a samobójstwo bohaterki było wymyślone, nieuzasadnione, wydumane.
By nie zdradzić wam zakończenia, napiszę tylko, że powieść „Trzynaście powodów” bardzo mnie zawiodła. Po jej przeczytaniu zastanawiałam się, czy nie jest to może moja wina, czy gimnazjum – w tym okresie bowiem książka mogłaby mi się spodobać – nie jest zbyt daleko za mną. Fabułę uznałam za naiwną, a sytuacje, które miały być straszne i nie do pomyślenia, za rozdmuchane i wyolbrzymione. Każdy kiedyś był dzieckiem, a dzieci i nastolatki są okrutne. Wyzywają się, sprawiają sobie masę przykrości i robią niewybaczalne rzeczy. Nie jest to jednak powód, by się zabijać, w przeciwnym razie nikt nie dożyłby osiemnastych urodzin. Hannah miała słabą psychikę i nie poradziła sobie ze zwykłym nastoletnim życiem – gdyby o to w książce chodziło, nie byłaby taka zła. Niestety, poprzez postać Claya autor próbował pokazać, że jest na odwrót, że dziewczynie stało się coś wyjątkowo złego, wręcz niewyobrażalnego. Jeśli tak rzeczywiście było, z mojego egzemplarza musiało wylecieć parę kluczowych stron.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Jay Asher, Trzynaście powodów, Poznań, Rebis, 2015
Komentarze