„Tsunami” – recenzja

Recenzja książki „Tsunami”.
Poruszająca opowieść kobiety doświadczonej przez klęskę żywiołową i jej droga do wyjścia z depresji dzięki terapii spisywania bolesnych myśli.

To właśnie historia Sonali Deraniyagala, która po przejściu fali tsunami straciła wszystko – rodziców, dom, męża, dzieci.

Sonali Deraniyagala to osoba niesamowicie skrzywdzona przez los. Każde ze słów pisane jej ręką odebrałam jako niemy krzyk rozpaczy. Bardzo ciężko było mi się postawić w jej sytuacji – sytuacji kobiety, która na świecie została zupełnie sama, opuszczona przez jedyne kochające ją osoby, bez dachu nad głową, bez pomysłu na kolejny dzień, w bezgranicznej i z każdym wspomnieniem pogłębiającej się żałobie. Autorka doświadczyła tragedii, która dotknęła wybrzeży Sri Lanki 26 grudnia 2004 roku. Po traumatycznych wydarzeniach jednego tylko poranka, Sonali podnosiła się z gruzów człowieka kawałek po kawałeczku.

Sama książka powstała za radą terapeuty, który doradził pisarce przelewać na papier wszystkie swoje myśli, oswajać się z nimi i odciążać umysł od krążących po nim koszmarów. Terapia rzeczywiście pomogła Sonali, ponieważ w książce można zdecydowanie rozróżnić dwie odrębne części. W pierwszej kobieta snuje się po świecie jak obłąkana, otoczona duchami nieżyjącej rodziny wspomina piękne chwile, których już nigdy więcej nie doświadczy, pocieszenia szuka bez powodzenia w alkoholu i lekach odurzających. Myśli samobójcze i koszmar jednego tylko dnia zaprząta jej myśli przez kilka lat. Ostatecznie kobieta jest na tyle silna, że dzięki terapii i samozaparciu wraca do swojego rodzinnego domu w Wielkiej Brytanii, a w książce czytelnik odkrywa drugą część, tą bardziej optymistyczną. Myśli Sonali nie są już tak mroczne jak wcześniej, potrafi dostrzegać pod natłokiem smutku małe radości, cieszą ją drobiazgi i odkrywa swoje życie na nowo, choć nigdy nie zapomina o ogromnej tragedii i swojej rodzinie, z którą nie spotka się już nigdy na tym świecie.

Opowieść „Tsunami” to bardzo wzruszająca i bogata w głębokie doznania historia. Czytelnik wie, że napisanie dzieła było dla autorki terapią, więc każdy czytający czuje się po części przyczynkiem do jej ostatecznego wyjścia z depresji. Mimo tego, że to wspaniałe dzieło dotarło do moich najgłębszych odczuć i niezwykle poruszyło wyobraźnię zabrakło mi jednego – opisu impulsu przejścia z doliny śmierci do świata żywych. Wiem, że to możliwe, by obudzić się pewnego ranka i pomyśleć: „od dziś wezmę się w garść, zrobię to dla nich i dla siebie”, ale nie zostało to dopowiedziane. Mam nadzieję, że to właśnie taki impuls optymizmu i nadziei spotkał Sonali i pozwolił jej żyć dalej.

Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)

Sonali Deraniyagala „Tsunami”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat