Łucja zawodowo jest cenionym neurochirurgiem ze specjalizacją z psychiatrii, zaś prywatnie – bardzo samotną kobietą, która właśnie rozstaje się z mężem. Jej życie zdaje się być przytłoczone śladami przeszłości, zwłaszcza zaś starym kufrem, który został w domu jeszcze po jej babci, Rozalii. Pod wpływem jednego ze swoich pacjentów, kolekcjonera Włodzimierza, Łucja postanawia stawić czoła przeszłości i otworzyć zamknięty od kilkudziesięciu lat kufer. Tam znajduje tajemnicze dokumenty, ale również i obraz – lustrzane odbicie tego, który kilka dni wcześniej pokazał jej kolekcjoner. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z obrazu patrzy na nią… jej własna twarz! Czy Łucji uda się odkryć nie tylko tajemnice jej rodu, ale również przeszłość ukrytą na warszawskiej Pradze? Czy napaść na Włodzimierza ma związek z tajemniczymi obrazami? Czy rozstanie z mężem sprawi, że Łucja będzie miała okazję odmienić swoje życie? I kim są duchy, które ją obserwują i prześladują?
Elżbieta Wichrowska na łamy powieści przełożyła, mam wrażenie, całą swoją miłość i pasję do kultury, historii i starych dokumentów kryjących niezwykłe tajemnice – a potem postarała się, aby całość stała się strawna również dla czytelnika o zupełnie innych gustach. Mam wrażenie, że w „Twarzy z lustra” jest dosłownie wszystko: ciekawy wątek kryminalny, mistyczne przekazy ze świata snów i duchów, odkrywanie historycznego sąsiedztwa sprzed wielu lat i lekki wątek obyczajowy o dość smutnym charakterze, a w tym wszystkim niezwykła postać doktor Łucji. I choć wszystko to miesza się, uzupełniając tak, że trafi do każdego czytelnika, to jednocześnie niektóre z wątków rozwiązują się w sposób jeszcze bardziej złożony, niż się zawiązały.
Niepodzielnie panującą bohaterką powieści jest Łucja, której kobieca postać z jednej strony kontrowana jest przez dwóch mężczyzn chcących zagościć w jej życiu, zaś z drugiej nabiera mistycznego charakteru przez tragiczną historię jej kobiecych przodków. Postać Łucji jest zarówno dość dramatyczna, jak i chwilami zabawna, zaś drobne elementy jej konstrukcji sprawiają, że nie traktujemy jej zupełnie jak odrealnionego zjawiska, którym z powodzeniem mogłaby być. Co ciekawe, przez całą powieść nie nawiązałam z Łucją żadnej głębszej relacji emocjonalnej i nie utożsamiałam się z jej przeżyciami – raczej obserwowałam je z wypiekami na twarzy jako ciekawą historię.
Choć język książki jest bardzo przyjemny i całość dobrze się czyta, to mam jednak również dwa zastrzeżenia. Postaci, choć dość różnorodne, są bardzo jednostronne i płytkie. Główna bohaterka ma zdecydowanie najwięcej cech, które czynią ją postacią rozbudowaną; niestety, nie można powiedzieć tego o innych bohaterach, którzy w zasadzie nie chowają w sobie tajemnicy. Być może miała to być przeciwwaga do kobiecych bohaterek, które poznaje Łucja podczas swoich retrospektywnych poszukiwań? Choć zakończenie książki jest pełne i satysfakcjonujące, to momentami stawało się również… męczące, zbyt skomplikowane i wcale nie rozwiązujące całości akcji.
Pomimo tych niewielkich wad, „Twarz z lustra” jest zdecydowanie jedną z ciekawszych powieści, które miałam okazję ostatnio czytać. I chyba trudno jest mi nawet znaleźć porównanie do jakiejkolwiek innej lektury, z którą przedtem miałam styczność. Z pewnością jest to książka, po którą warto sięgnąć, i z której czytania przyjemność będą miały nie tylko kobiety.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Elżbieta Wichrowska, „Twarz z lustra”, Kraków, Wydawnictwo MG, 2015
Komentarze