Joanna mieszka w Skierniewicach w swoim rodzinnym domu, razem z mamą. Jest nauczycielką z powołania, a prywatnie ma za sobą nieudane związki i jest... po prostu zwyczajna. Tak bardzo zwyczajna, że staje się wręcz bezbarwnym kontrastem dla swojej młodszej siostry – kolorowej, pełnej energii artystki, oczka w głowie matki. Niestety, siostra Joanny ginie w wypadku. Zostawia męża, około pięcioletnią córkę i całe to swoje barwne życie. Matka nie potrafi pogodzić się z tą stratą, zapada się w sobie. Joanna w próbach pomocy matce może liczyć na swoją ciotkę, bardzo charakterną Franciszkę.
I w tym momencie właściwie zaczyna się akcja książki "Tylko jedna chwila". Od wypadku Aleksandry mija niecały miesiąc, Joanna przygląda się pogrążajacej się w depresji matce, aż pewnego dnia do ich domu przyjeżdża mąż Aleksandry z małą Nastką. Wkrótce okazuje się, że mężczyzna zamierza zostawić dziecko pod opieką cioci i babci, aby zacząć nowe życie. I do tego wszystkiego, do Skierniewic wraca młodzieńcza miłość Joanny, Jakub.
Załóżmy, że są dwa typy czytelników powieści obyczajowo-romantycznych. Pierwszy typ to taki, który po prostu cieszy się historią, obserwuje rodzące (lub odradzajace) się uczucia, towarzyszy bohaterom, wsiąka w fabułę nie zadając zbyt wielu pytań. Jeśli takim typem czytelnika jesteście, to myślę, że "Tylko jedna chwila" może dać wam tę chwilę oczekiwanego czytelniczego zapomnienia. Książka napisana została bardzo przyjemnym, prostym i plastycznym zarazem językiem, więc właściwie nawet nie zauważamy, kiedy przewracamy kolejne strony.
Jest jednak też ten drugi typ czytelnika – bardziej pragmatyczny. I on też oczekiwałby historii z happy endem, jednak takiej, ktora nie śmieje się w twarz rzeczywistości, która jednak jest opowieścią o życiu, a nie bajką z krainy za siedmioma górami. I ten typ czytelnika może się podczas lektury tej najnowszej książki Sylwii Markiewicz rozczarować i... zirytować. Żałuję, że nie mogę podać wszystkich przykładów absurdów i wygładzonych klisz, jakie wyłapałam w tej historii, bo to jednak zdradzałoby zbyt wiele z całej fabuły. Skupię się więc na kreacji bohaterów. Joanna to taki standardowy kopciuszek, ale (chyba) z rozdwojeniem osobowości, bo w jednej scenie robi coś, co zupełnie nie pasuje do jej typu osobowości, nie ma żadnego wyjaśnienia, nigdy później podobne cechy się już u niej nie pojawiają (niestety!). Mamy Aleksandrę, którą autorka tak bardzo chciała chyba sportretować jako tą złą, że wyszło aż śmiesznie. Ta biedna dziewczyna nie miała chyba ani jednej pozytywnej cechy, ani jednej! Jest i Nastka – nasza pięciolatka, która zostawiona przez ojca w zaledwie 3-4 tygodnie po śmierci swojej mamy, u w sumie jednak obcych ludzi (z narracji dowiadujemy się, że Nastka z ciocią i babcią widywała się mniej wiecej 2 razy w roku), w obcym otoczeniu, biega po domu i ogrodzie, jest istnym promyczkiem szczęścia i (chyba) ani razu nawet nie płacze, nie jest przygnębiona, nie tęskni. Mamy też w końcu Jakuba – który kocha Joannę tą miłością niewinną (bo wiadomo, pierwsza miłość nie rdzewieje), która nie zmieniła się w sumie nic a nic przez ostatnie kilkanaście lat. Postacie epizodyczne są w sumie równie interesująco nierealne. Fabularnie również dzieją się w tej książce cuda, ale o tym chyba musicie już przekonać się sami...
"Ta jedna chwila" to jedna z tych książek, które choć czyta się płynnie, choć historia mimo wszystko jest pozytywna i optymistyczna, a pewne jej elementy mogły się nawet wydarzyć, to jednak ostatecznie pozostawiają w poczuciu, że na takie bajki jest się już, niestety, zdecydowanie za dużym.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Sylwia Markiewicz "Tylko jedna chwila", Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2022
Komentarze