„Tylko nie Mazury” - recenzja

Recenzja książki „Tylko nie Mazury”.
„Tylko nie Mazury” dołącza do grona polskich debiutów kryminalnych tego roku. Z Warszawy przenosimy się na Mazury, które dla detektywa Sidorowicza są bardziej karą niż nagrodą.

Kto nie chce przenieść się z tętniącej życiem stolicy do cichego i urokliwego miasteczka? Dla niepokornego komisarza jest to raczej zesłanie niż własna decyzja. Za sprawą wpływowego polityka kariera Gromosława Sidorowicza staje w miejscu, a wręcz przenosi się na wieś. Już pierwszy dzień pokazuje, że nie będzie to nudna praca.

Strażnicy ochrony przyrody znajdują na bagnach ciało rolnika, z historyczną zapinką wbitą w szyję. Komisarz próbuje ustalić bieg wydarzeń, jego powiązania z amerykańskimi żołnierzami, a także ustala zeznania wielu wrogów zamordowanego.

Już od pierwszych stron Sidorowicz zyskuje sympatię czytelnika. Niepokorny, ale świadomy swojej decyzji, która sprowadziła go na Mazury, pokazuje, że warto żyć w zgodzie ze sobą. Mimo konsekwencji. Mimo postawienia na szali kariery w imię sprawiedliwości. Sylwia Skuza stworzyła mocny, nieprzejednany i wielowymiarowy charakter, który trudno złamać. Zbrodnia, bohaterowie, a także samo miejsce i jego uwarunkowania geograficzne są tak samo ważne jak inne elementy układanki. Próżno tu szukać krwi, morderczych instynktów tak charakterystycznych dla typowych kryminałów. Akcja toczy się niespiesznie z poszanowaniem guseł, legend i tradycji ludowej. Dlatego Sidorowiczowi tak trudno się pracuje, jego doświadczenie ma znaczenie, ale wiele z jego metod jest po prostu bezużytecznych. Już od pierwszych stron ciekawą postacią jest również Anna Trintawini, miejscowa zielarka, ekscentryczka, żyjąca w zgodzie z naturą. Klimat „Tylko nie Mazury” idealnie oddaje zmianę jaka nastąpiła w życiu komisarza Sidorowicza. Z miejsca tętniącego życiem trafia do spokojnej, mazurskiej krainy, gdzie ludzie żyją swoim życiem, często podporządkowanym miejscowym gusłom.

Wiele wydarzeń łączy się tu z wątkami historycznymi. Zapinka znaleziona w szyi nieboszczyka okazuje się historycznym skarbem. Od tej pory wiele faktów będzie mieszać się z przeszłością, tak, że duchowość będzie na równi z teraźniejszością. Sylwia Skuza wręcz snuje swoją opowieść spowitą dymem unoszącym się nad milczącymi jeziorami. Nie jest to propozycja z wartką akcją, a raczej z niespieszną opowieścią. „Tylko nie Mazury” nie są zesłaniem dla czytelnika. Bardzo ciekawy debiut z otwartym zaproszeniem do kolejnych części.

Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)

Sylwia Skuza, „Tylko nie Mazury”, Wydawnictwo MG, Kraków 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat