Dawno już się tak nie uśmiałam, jak podczas czytania „Zaliczyć czwórkę” i naprawdę cieszy mnie to, że to dopiero 4 z 18 tomów przygód Stephanie Plum.
Przypominając w skrócie – Stephanie straciła pracę, a z braku ciekawszych możliwości w rodzinnym Trenton przypadkiem została łowczynią nagród. Swój nowy zawód wykonuje (o dziwo!) zarazem nieporadnie, jak i skutecznie. Nie ląduje co prawda jak kot na cztery łapy, ale na tyłku, który sprawdza się doskonale w roli amortyzatora ze względu na ilość słodyczy i fast foodów, którymi zajada się bohaterka. Jest rozwódką, mieszka ze swoim chomikiem Rexem i wiąże ją dość niesprecyzowana relacja z policjantem Joe Morellim.
W poprzednich tomach Stephanie polowała na rzeczonego Morellego, uprawiała maraton po domach pogrzebowych z babcią Mazurową i usiłowała schwytać dobrodusznego sprzedawcę cukierków z pomocą stukilogramowej czarnej ex-prostytutki Luli. Tym razem otrzymała zdawałoby się łatwe zadanie – odnaleźć Maxine Nowicki, kelnerkę, która ukradła samochód swojemu chłopkowi i nie stawiła się o sądu. Jednak z każdym tropem wiodącym do Maxine Stephanie znajduje coraz więcej odciętych palców i jak zawsze okazuje się, że ta sprawa nie jest wcale taka prosta.
W „Zaliczyć czwórkę” nieustraszona drużyna do zadań specjalnych pod wodzą Stephanie zyska sobie kolejnego członka. Hmmm, a może raczej członkinię? Już samo imię Sally Sweet mówi za siebie… Sally jest genialnym łamaczem szyfrów, nie goli nóg, za to uwielbia przykrótkie spódniczki, ma zawsze dobrze zrobiony manicure, gra w zespole rockowym i lubi wcisnąć gaz do dechy w swoim porsche. Żeby zaliczyć tytułową czwórkę, Stephanie będzie musiała zjednoczyć siły babci Mazurowej, Luli i rzeczonej Sally, a wierzcie mi jest to drużyna, przed którą nawet w ciemnych alejkach mężczyźni wieją, ile sił w nogach!
Żeby śledztwo było jeszcze ciekawsze, Stephanie wyrasta konkurencja w postaci Joyce Barnhardt, która, jeśli pamiętacie z dwójki jest właśnie „tą” Joyce, którą nasza bohaterka przyłapała na swoim kuchennym stole i przy okazji na swoim, już byłym, mężu. Tym razem postanowiła ukraść Stephanie nie faceta, a pracę, czego dla każdej kobiety byłoby chyba za wiele!
W tym tomie Śliweczka ma wyjątkowego pecha, bo nadepnęła na odcisk niewłaściwej osobie i zaczyna ją prześladować zazdrośnica, która bardzo, ale to bardzo chce, żeby Stephanie zostawiła w spokoju jej chłopka, a swoje płomienne uczucia wyraża w dość dosłowny sposób.
Czy to któraś z byłych dziewczyn Morellego? To całkiem możliwe, zważając na to, że to, co już wcześniej iskrzyło między nim a Stephanie, zaczyna się coraz mocniej żarzyć. Co z tego wyniknie? Cóż na pewno wielkie nadzieje pani Plum marzącej o tym, żeby jej córka wreszcie się ustatkowała. A co na to Stephanie? Gorąco polecam, żeby przekonać się samemu.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Janet Evanovich, „Zaliczyć czwórkę”, Fabryka Słów 2012
Komentarze