„Ubuntu. Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę” – recenzja

Recenzja książki „Ubuntu. Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę”.
Im bliżej było do końca afrykańskiej odysei Heather Ellis, tym bardziej życzyłam autorce, aby podjęła decyzję o wyruszeniu w drogę powrotną, gdyż żałowałam, że to już koniec jej przygód.

Kiedy zobaczyłam rozmiary książki „Ubuntu” w pierwszej chwili pomyślałam, że pewnie pełno jest w niej opisów przyrody, które zanudzają mnie zawsze w tego typu opracowaniach. Byłam jednak w błędzie. Zamiast zachwytów na afrykańską fauną i florą niczym w powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”, znalazłam z pasją opisaną książkę przygodową opartą na faktach.

Książka jest napisana dynamicznym językiem, ale nie chaotycznie, co zdarza się rzadko początkującym autorom. To też sprawia, że czyta się ją dość płynnie i szybko z nieustannym oczekiwaniem, co jeszcze się wydarzy. Atutem jest także spora szczerość Autorki, umiejętność przyznania się do pomyłek, słabości, nieostrożności i lekkomyślności, przed którymi także się nie ustrzegła.

Najmocniejszą stroną książki, według mnie, jest bogactwo refleksji i przemyśleń dotyczących sensu życia, relacji międzyludzkich oraz siły wyższej. Heather Ellis zastanawia się nad energią kierującą naszymi działaniami i naszym życiem. Wyprawa przez Afrykę uświadomiła ją w istnieniu pewnego porządku na świecie, który kieruje ludzkim losem. Nie przekonuje nas nachalnie do jego istnienia, ale przedstawia szereg własnych doświadczeń jako dowody.

Czytając książkę, nietrudno oprzeć się wrażeniu, że los naprawdę sprzyjał bohaterce. Decydując się na samotną wyprawę przez Afrykę, podjęła spore ryzyko i dopiero w końcowej fazie opowieści przyznaje, jakie koszty poniosła w jego wyniku. Pomimo wszystko jednak, można łatwo wywnioskować, że ta wyprawa była jedną z najlepszych rzeczy, jaka ją w życiu spotkała. Dzięki temu odkryła tytułowe ubuntu – niezwykłą, niewidzialną gołym okiem wartość, rzadką i cenną współcześnie. Jak wielokrotnie podkreśla autorka, nie można poznać, ani odczuć tego nigdzie indziej poza Afryką. Istota ubuntu sprowadza się do naturalnej więzi łączącej ludzi, która popycha do wzajemnego okazywania sobie szacunku, przyjaźni, a także pomocy. W warunkach, w których ludzie nie mają nic, są w stanie dać innym to, czego tamci akurat potrzebują. Może brzmieć to enigmatyczne, jednak jest bardzo dobrze wyjaśnione w książce.

Czytając opowieści Heather Ellis niejednokrotnie zazdrościłam jej tego doświadczenia i podziwiałam odwagę oraz determinację, które trudno jest utrzymać w obcym, nieprzewidywalnym, a do tego targanym wojną środowisku. Bez wątpienia książka stanowi hołd dla kobiecej intuicji, odwagi, wiary i zawziętości. Jest dowodem na to, że płeć słaba to tylko slogan wymyślony przez zachodnią kulturę, gdyż w warunkach czystej natury, kobieta jest w stanie wydobyć z siebie tyle siły, ile potrzeba w danej sytuacji. Książka jest także hołdem dla Afryki, jako miejsca niezwykłego na współczesnej mapie geopolitycznej. Ukazuje ten kontynent jako będący najbliżej natury i człowieczeństwa w czystej postaci, niezmącony cywilizacyjną chęcią zysku, a jedynie instynktem przetrwania.

Książka jest dobrym wyborem zarówno dla podróżników, motocyklistów, jak również osób lubiących etnologiczne opowieści o innych kulturach czy filozoficzne traktaty o życiu i jego istocie. Odnajdzie się także w niej każda kobieta lubiąca łamać schematy, konwenanse oraz potrzebująca kopa do działania w spełnianiu własnych marzeń, nawet tych pozornie absurdalnych.

Barbara Drapikowska
(barbara.drapikowska@dlalejdis.pl)

Heather Ellis, „Ubuntu. Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę”, Białystok, Wydawnictwo Kobiece, 2017.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat