Wręcz przeciwnie, na przekór wszystkiemu: mozolnie rozwijającej się fabule, bardzo szczegółowym opisom, niewzbudzającej sympatii głównej bohaterce, ta powieść wciąga. Jest to jednak coś więcej, niż tylko czytelnicze zainteresowanie, to niemal osaczająca, niezdrowa fascynacja.
Nie przypuszczałam, że tak dobrze będzie mi się czytało opowieść o tak nieudolnej głównej bohaterce. Jest ona antytezą wszystkich zaradnych, pewnych siebie, aktywnych kobiet. A jednak Ewa Kopsik maluje jej portret tak wieloma barwami (choć tak naprawdę powinnam chyba napisać wieloma odcieniami szarości), że nasza bohaterka posiada jedną cechę, której brakuje pozostałym: jest realna. Cała książka utrzymana jest w konwencji monologu wewnętrznego. Dlatego przemyślenia głównej bohaterki (nie mogę sobie przypomnieć, czy choć raz padło w książce jej imię) są dużo bardziej wyraziste i rozbudowane, niż rzeczywista akcja. Autorka niejednokrotnie zaskakuje trafnością myśli i spostrzeżeń, które przypisuje swojej bohaterce. I choć dla nas główna postać jest przede wszystkim bacznym obserwatorem rzeczywistości, kobietą nieszczęśliwą i zakompleksioną, ale świadomą, posiadającą ironiczne poczucie humoru i podejmującą próby walki z własnymi słabościami, to dla otaczających ją ludzi jest przede wszystkim aspołeczną, nieprzystępną, bierną dziwaczką. Chcąc, nie chcąc, zmusza nas to do zastanowienia się nad tym, w jak wielu przypadkach nasze postrzeganie drugiej osoby jest błędne i wynika jedynie z głęboko zakorzenionego konformizmu.
Choć w książce tej nie znajdziemy typowych czarnych charakterów, zawiłej intrygi, przelanego morza krwi, to jednak nie zawaham się stwierdzić, że jest to mroczna powieść. Z pewnością wrażenie to potęguje naturalistyczny język, pełen anatomicznych dygresji, opisów, które z pewnością w ramach przyjętych schematów można byłoby uznać za niesmaczne. Nie traktujcie tego jednak jak zarzutu. Wydaje mi się, że każda inna forma narracji wyglądałaby w tej książce po prostu sztucznie. No i ta tytułowa ucieczka – przed odpowiedzialnością, zmianą, niezależnością... a może przed samą sobą?
Długo zastanawiałam się nad tym, komu można byłoby książkę „Uciec przed cieniem” polecić. Na pewno nie osobom przygnębionym, które szukają w lekturze wytchnienia, ucieczki. Nie polecam także tym szczęśliwym, które w książkach poszukują potwierdzeń dla swojego stanu. Nie polecam wrażliwym, bo w tę opowieść można się wczuć aż za bardzo. Nie jest to też książka na jesienną chandrę, zimowy wieczór czy letnie popołudnie w parku. A jednak warto tę książkę przeczytać. Tak po prostu, bez powodu. Dla niej samej, nie dla siebie. Z pewnością nie będzie to zmarnowany czas.
Jeśli choć raz w życiu pomyślałyście, że dobrze byłoby, gdyby „życie było jak stała matematyczna – niezmienne, konstans, nienaruszalne do końca dni”, to ta książka jest także o Was.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Ewa Kopsik, „Uciec przed cieniem”, Novae Res
Komentarze